Pierwsza wyprawa 2020

Pierwszą wyprawę w nowym roku planowałem na dzień pierwszego stycznia niestety nadmierne spożycie środków zawierających alkohol napawało mnie obawą, co do możliwości prowadzenia przez zemnie pojazdów mechanicznych zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa. Tradycyjnie przeciągnęło się do 5 stycznia, gdy ponownie zostałem zaproszony na wyprawę. Miał nam towarzyszyć kolega Tomasz, który łowiąc zawodniczo i od kilku lat reprezentując znane marki wędkarskie zawsze podzieli się wiedzą i podpowie oraz zademonstruje trochę z zawodniczego kunsztu.

Wyprawy takie można potraktować, jako szkoleniowe dzięki nim można później amatorsko błyszczeć na swoim łowisku. Miejsce łowienia zależało od dostępności wody gdyż większość stawów i  wyrobisk pokryła się lodem wybór mimo wiatru padł na kanał w centrum miasta. Po rekonesansie obawiając się o sprzęt postanowiłem łowić Fedderem znikoma praktyka łowienia tyczką przy porywistym wietrze spowodowała to że w obawie o sprzęt podjąłem powyższą decyzję. Miało to taki plus, że mogłem bez przeszkód podglądać działania Tomasza. Niestety tyczka i zestaw skrócony nie przynosił oczekiwanych brań z zazdrością jednak obserwowałem feederowe wyczyny kolegów z, koła którzy co rusz odławiali przepiękne płociska, klenie, leszcze i jazie. Podszedłem więc na wywiad środowiskowy i dobrzy koledzy podzielili się swoją techniką oraz przynętą. Chęć złowienia  choć jednej ryby na pierwszej wyprawie przemogła chęć poszerzania wiedzy na temat zestawu skróconego zmieniłem więc za radą feederowych kolegów miejsce. Niestety brak wprawy i refleksu spory uciąg i wiatr nie pozwolił zacinać tempo. Zmarnowałem więc pięć pięknych brań. Gdy koledzy zwinęli się do domu zmodyfikowałem swój przypon, co nieco i w końcu po trzydziestu minutach z ich miejscówki złowiłem pierwszą rybę sezonu 2020.  Piękny kleń dał się sfotografować i bezpiecznie wypuścić przy okazji holu dostarczając mi niemałych emocji. Nie zastosowanie się do porad kolegów od feedera za skutkowało zmarnowaniem chyba z ośmiu brań a na koniec łowienia przegrałem walkę z jakąś zacną rybą. Z szacunku do kolegów moi mili nie podzielę się niestety z wami ani miejscówką ani przynętą ani metodą łowienia na nią. Nie chciałbym za ich dobroć odpłacić się źle. A w ich interesie jest brak konkurencji raz na miejscach ich łowienia dwa w wypracowanej przez nich metodzie łowienia. Osiem godzin na łowisku uważam za udane. Nie tylko z powodu ładnego klenia, ale też z powodu nabycia nowych umiejętności w kilku dziedzinach i otwarcia oczu na bardzo pomijana obecnie przynętę. Przeglądając czeluście Internetów nigdzie nie znalazłem o niej wzmianki zarówno na forach zagranicznych jak i na polskojęzycznych. W zasadzie i dobrze, bo więcej ryb będzie bezpiecznych. Na zakończenie wpisu wypada podziękować Kolegom od feedera oraz koledze Tomaszowi za wiedzę i dobre serce gdyż nie każdy wędkarz dzieli się swoimi sekretami.

Polub lub udostępnij
Tagi , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *