Styczniowy spontaniczny feeder.

Tradycyjnie czas pędził z prędkością która moja percepcja była w stanie ledwo odnotować. Feederowe zimne ryby chodziły za mną stale i w pracy gdzieś na obrzeżach świadomości nieśmiało rodziły się play jakby tu skorzystać z możliwości które daje zima. Oczywiście życie pod nogi musi kłody rzucić i jedyny czas który mogłem spędzić na rybach miałem spędzić w pracy. Sobota 18 stycznia była więc raczej słaba.

Na szczęście obowiązki związane z pracą udało mi się załatwić w kilka godzin. Wracając do domu pomyślałem że wpadnę na chwilkę na łowisko i może mi się uda spotkać któregoś ze znajomych, zamienić kilka słów i pocieszyć oczy zacnym wędkarskim krajobrazem. Jak pomyślałem tak tez uczyniłem i zgodnie z przypuszczeniami wśród wielu wędkarzy trafiłem na kolegę Darka. Konwersując nie wytrzymałem i po trzeciej rybie na wędce Darka pędem udałem się do samochodu gdzie tłukł się zestaw feederowy i zimowe ciuchy na ryby. W trzy minuty byłem z powrotem i zachowując „regulaminową” dwuipółmetrową odległość od Darka posłałem swoje zestawy w łowisko. Moja cierpliwość została wystawiona na próbę bo zanim zaciąłem moja rybę zmarnowałem około piętnastu brań. Kombinowałem z długością przyponu wielością haka aż w rozpaczy na przypon 0,12 trafił hak w rozmiarze cztery. Co na zimowe warunki wydawało się być szaleństwem. Działanie to jednak pozwoliło na zacięcie i wyholowanie jednej z lepszych płoci w moim życiu mierzącej trzydzieści osiem centymetrów. Ryba godna uwiecznienia na fotografii trafiła jak najszybciej do wody. A ja spełniony i zadowolony planowałem już kolejną wyprawę w czasie podróży powrotnej do domu. Po drodze małżonka dzwoniła już kilka razy że obiad stygnie ja zadowolony i nasycony wędkarskimi emocjami. Nie w głowie miałem jedzenie.

Polub lub udostępnij
Tagi , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *