Marcowy feeder na bogato.

W sobotę czternastego marca  postanowiłem chociaż odrobinę oderwać myśli od panoszącego się w Polsce korono wirusa. Zawitałem więc na puste tego dnia łowisko z myślą o połowieniu karpi na metodę i przy okazji umożliwienia wniesienia opłat kolegom wędkarzom. Uzbroiłem się więc w ciepłe napoje butlę płynu do odkażania i skoro świt o godzinie 7:00 rozkładałem sprzęt na ukochanym łowisku. Pogoda tego dnia mimo że słoneczna, przeraźliwie zimnymi podmuchami wiatru. Bardzo szybko zmusiła mnie do przywdziania pełnego zimowego kombinezonu.  Ustawiłem więc mój pojazd w sposób który najbardziej osłaniał mnie od wiatru.

Przygotowanie pelletów i zanęty poprzedniego dnia wieczorem okazało się sprytnym posunięciem i nie narażony na kaprysy pogody mogłem podać co nieco przy pomocy mojego ciężkiego feedera i mini spomba w łowisko.  Obawiałem się przekarmienia miejscówki a jednocześnie chciałem przyciągnąć i utrzymać w  łowisku karpie. Całość operacji w celu zachowania maksymalnej precyzji odbyła się na klipowanym zestawie. Przeniosłem odległości na tyczki pomiarowe a następnie na zestawy do metody. Wywołałem tymi operacjami co nie co zdziwienia . W śród znajomków nieśmiało pokazujących się na łowisku. Jednak ja chciałem potrenować sobie bardziej niż zazwyczaj precyzyjne łowienie. Oczywiście nie zabierałem ze sobą feederarm’a i kosza ze względu właśnie na połączenie wędkowania ze zbieraniem składek. Nie przeszkadzało to jednak pierwszej rybie pobrać przynętę tuż po opadnięciu zestawu. Po szalonej walce za którą tak cenię mieszkańców moich glinianek. Na zdjęciu dzięki uprzejmości kolegi Marcina możecie zobaczyć w całej krasie karpika całkiem słusznych jak na małe haki i delikatny sprzęt rozmiarów. Oczekujący koledzy w przepisowej kolejce do opłat nie pozwolili mi przez dłuższą chwilę popracować nad braniami. Jednak po niecałej godzinie miałem ponownie oba zestawy w wodzie. Wymiana szczytówek w feederach z ultra light na medium hard zmieniła na tyle pracę moich wędzisk że ponownie musiałem opanowywać sztukę celnego nimi rzucania. Prawdopodobnie mogłem tymi nie udolnymi zabiegami rozproszyć co nieco rybę. Jednak dołowione jeszcze dwa karpie w krótkim czasie poprawiły mi humor na tyle że bez żalu. Zmarznięty ale i wyłowiony i uśmiechnięty wracałem odprężony do domu. Gdzie na tatę czekała wynudzona przymusowym pobytem w domu familia.  

Polub lub udostępnij
Tagi , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *