Pierwszy dzień wiosny.

W sobotę dwudziestego pierwszego marca przypadał pierwszy dzień wiosny jednak pogoda wiosenna wcale nie była. Deszcz i zimne podmuchy wiatru nie zachęcały do spędzenia czasu nad wodą. Ja jednak przezornie spakowałem do mojego auta model do wywozu i ciężkie karpiowe gruntówki. Uzbrojony w taki zestaw udałem się na łowisko gdzie ponownie skoro świt poumawiałem się z wędkarzami na wniesienie opłat za licencje.

Błyskawicznie zawiązałem zestawy po zimowej przerwie i sprawdziłem działanie sygnalizatorów oraz zasilania modelu. W kilka minut później w łowisko wywoziłem już zestawy. Podparte kilkudziesięcioma ziarnami kiszonej kukurydzy i drobnym pelletem wraz z odrobiną drobnej zanęty. Na pierwsze branie nie czekałem zbyt długo. Bardzo agresywna ryba wjechała w zaczep. Za radą kolegów otworzyłem kabłąk kołowrotka i dałem rybie luz. Co prawda z zaczepu wyszła ale zaplątana w kilka innych zestawów. Cała sytuacja mimo kombinowania zakończyła się rwaniem zestawu. Zapamiętałem jednak mniej więcej miejsce zrywki by oczyścić w późniejszym terminie łowisko ze starych zestawów.  Przewiozłem ponownie zestawy i przy temperaturze w okolicy czterech stopni starałem się zagotować na butanowych kartuszach wodę na kawę. Którą zaproponowałem koledze Piotrowi. Piotr zaś chyba nie chcąc mnie urazić czekał cierpliwie około czterdziestu minut na gorący napar. W między czasie dołowiłem jeszcze jednego karpika o wspaniałym ubarwieniu. Już miałem ponownie przewozić zestawy gdy na łowisku pojawił się prezes koła z informacją o nadjeżdżającym rybowozie z wiosennym zarybieniem. W jakieś dziesięć minut później cieszyłem się że było tak chłodno. Bo biegając z kastami po 50kg po łowisku roznosząc rybę szybko się rozgrzaliśmy. Po operacji zarybieniowej poskładałem sprzęt i wróciłem mimo wszystko zmarznięty do małżonki i dzieci.  

Polub lub udostępnij
Tagi , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *