Kwietniowy start.

Dwudziestego kwietnia polscy wędkarze odetchnęli wyrwani z jarzma obostrzeń wprowadzonych przez polski rząd w ramach walki z pandemią Covid-19. I ja mimo wykazywania obywatelskiego nieposłuszeństwa i ignorowania głupich zakazów chciałem w końcu połowić bez oglądania się za siebie. Smaczku łowieniu miał dodawać fakt że w pokrowcu rubinową barwą lśniły dwa nowe wędziska mające zastąpić w zestawie ucieczkowym starsze wędziska karpiowe. Tak bardzo chciałem poczuć ich pracę w czasie holu jakiejś przyzwoitej ryby. Jednak przeczucia jako alternatywę kazały mi zapakować mimo wszystko zestaw feederów do auta. Decyzja ta jak później się okazało była słuszna i to bardzo. Całe ulubione łowisko było zajęte pozostała więc opcja wędkowania na pozostałych stawach mojego koła i przerzucanie małych zarybieniowych karpików co mimo wszystko przy użyciu wędzisk feederowych było dość ciekawym i przyjemnym doświadczeniem.

We wtorek dwudziestego pierwszego kwietnia przezornie poprosiłem kolegę Dariusza o zajęcie jakiejś ciekawej miejscówki i zwolniwszy się chwilkę z pracy jechałem na łowisko by w końcu wypróbować w jakikolwiek sposób nowe kijaszki. Kilka próbnych rzutów pozwoliło potwierdzić moje przypuszczenia co do nowych wędzisk, wywiozłem na  raz dwa zestawy i przekazałem model RC Dariuszowi który nie śpiesznie przygotowywał swoje również czekające na testy wędki. Rozsiadłem się wygodnie i spokojnie delektując się piwkiem oczekiwałem na ten najprzyjemniejszy moment w czasie wyprawy. I prawdę powiedziawszy zbyt długo czekać nie musiałem. Dźwięk sygnalizatorów wyrwał mnie z rozmyślań i w końcu mogłem sprawdzić podczas holu nowe wędzisko. Bardzo zadowolony z pracy kija bardziej skupiałem się na pracy kija ucząc się jego zachowania niż na rybie w wodzie. Po chwili jednak gdy po raz pierwszy ukazała się ona przy powierzchni. Moje priorytety uległy zmianie. Była to kolejny raz moja złota ślicznotka najładniejsza ryba na łowisku. Nadmiar szczęścia spowodował niesamowitą błogość a uśmiech okrasił moją twarz. Wiosna i cały rozkwitnięty świat wydał się jeszcze cudowniejszy. W końcu na macie pojawiła się moja ryba. Szybka sesja zdjęciowa i opatrzenie ranek na płetwie i ryba majestatycznie odpłynęła by sprawić przyjemność komuś innemu. 

By ochłonąć co nieco usiadłem na chwilę wystawiając się na kojące działanie słońca. Po chwili ponownie przewiozłem zestawy i nie dane było mi zbyt długo cieszyć się spokojem. Gwałtowne branie przy zaczepie i odjazd zrzucił z podpórek moja wędke i tylko dzięki szybkiej reakcji Dariusza nie musiałem skakać za nią do cokolwiek chłodnej jeszcze wody. Po dynamicznej walce na macie zagościł nieco mniej okazały ale również śliczny karpik który chętnie zapozował do zdjęć. Po tym braniu do samego wieczora miałem już spokój więc ponownie w skupieniu i niezwykłej jak na lokalizację łowiska ciszy ponownie przeżywałem cudowne chwile holu ryb. Gdy słońce schowało się za horyzontem nastał chłód i czas powrotu do rodziny. Wracałem uśmiechnięty i szczęśliwy. Dzień mimo że krótki i zakończony dwoma rybami na macie, był niezwykle owocny.

Polub lub udostępnij
Tagi , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *