Kwietniowa rodzinna zasiadka.

Niedziela 26 kwietnia zapowiadała się cudownie, bardzo chciałem by po niedawnym zniesieniu obostrzeń moja rodzina zaznała jak najwięcej kontaktu ze słońcem i naturą. Podjąłem więc twardą męską decyzję że jadę na ryby wraz z rodziną. Małżonka oczywiście miała co nieco wątpliwości karmiona medialną propagandą, była nie na zżarty przerażona sytuacją z epidemią. Ja jednak mocno postawiłem na swoim wypowiadając mocne słowa  „Ja jadę na ryby z Wami lub bez Was” Wyszedłem z domu i spakowawszy sprzęt, wyruszyłem na ulubione łowisko.

Małżonka stwierdziła że dojedzie  chwilę później by dać mi czas na rozłożenie się ze sprzętem.  Stało się więc w ten sposób że miałem spokojną godzinę na wytypowanie łowiska oraz wywiezienie zestawów. Pogoda była niezwykle słoneczna jednak drobne ukłucia chłodnego wiatru nie pozwalały cieszyć się w pełni z uroków cudownego wiosennego dnia. Po niecałej godzinie na horyzoncie zamajaczyło auto mojej drogiej połowy i z okien dało się dostrzec twarze rozentuzjazmowanych dzieci. Moja gromada wysypała się z samochodu, pragnąc ruchu i zabawy na świeżym powietrzu. Zaabsorbowała mnie całkowicie i już po kilku chwilach urzeczony beztroską dziecięcą radościom pozostawiłem nadzór nad wędziskami małżonce a sam oddałem się zabawie z dziećmi. Berek i zabawa w chowanego nastroiła mnie znakomicie. Dzieciaki po jakiś dwóch godzinach intensywnego ruchu. Zrobiły sobie przerwę na smakołyki przygotowywane przez żonę. A ja w swojej skromnej osobie wystawiając twarz na promienie słońca, łapałem oddech po absorbującej i wyczerpującej zabawie z dziećmi. Wypad z racji zbliżającej się pory popołudniowej i planowanych innych zajęć miał się powoli kończyć. Aż nagle ciszę przerwał tak upragniony dźwięk sygnalizatora. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie gdy w drodze do wędzisk wyprzedziła mnie małżonka. Brawurowo uniosła wędzisko, przykręciła hamulec i rozpoczęła hol. W chwilę później przy dopingu dzieci oczom rodziny i szczęśliwych dzieci ukazał się całkiem słuszny karp. Korzystając z porad moja połowa wprowadziła gładko rybę do podbieraka. Gdy ułożyłem karpia na macie na ustach małżonki zagościł uśmiech i zadowolenie. Dzieci bardzo chciały pogłaskać i pooglądać rybę a małżonka zażądała sesji z karpiem. Pomogłem w ułożeniu ryby w drobnych dłoniach żony i starając się oddać jak najwięcej szczęścia z połowu ryby przystąpiłem do sesji zdjęciowej. Radość i szczęście zapanowało jeszcze raz nad malowniczymi wodami łowiska.  Obsłużyłem rybę i z racji goniącego nas czasu nie wywoziłem ponownie zestawu. Spakowałem dzieci do auta żony a sam poświęciłem kilka minut na obsłużenie sprzętu po wędkowaniu i jego spakowanie. Wracając do domu słyszałem dźwięki powiadomień na telefonie  to znajomi gratulowali mojej żonie zacnej ryby i zacnego czasu spędzonego z rodzina nad wodą.

Polub lub udostępnij
Tagi , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *