Rodzinna majówka.


Majówkowy wypad rozpocząłem już dnia 30 kwietnia by ubiec innych wędkarzy i swobodnie rozbić się z kempingiem na upatrzonej wcześniej miejsówce. Przygotowania rozpocząłem już skoro świt  od obsługi kluczowej infrastruktury łowiska jaką jest toaleta. Porządne mycie i chlorowanie załatwiło problem z owadami i przykrym zapachem. W godzinach przedpołudniowych na łowisko wyholowałem moją przyczepę rozstawiłem przedsionek przy okazji wykorzystując uprzejmość kolegi Jacka który rzucał okiem na mój dobytek odbyłem jeszcze kilka kursów na łowisko by dostarczyć całe potrzebne akcesoria i żywność. W końcu w okolicy godziny siedemnastej do wody trafiły zestawy a ja cieszyłem się że będę mógł wyciągnąć spokojnie nogi i wypocząć. Moja sielanka nie trwała długo bo w jakieś pięć minut od wyciągnięcia umęczonego ciała na łóżku z drzemki wyrwał mnie dźwięk telefonu. Z którego po odebraniu rozległy się głosy dzieci z pytaniem “Tatusiu a możemy już dzisiaj przyjechać?”. No cóż mogłem powiedzieć innego jak “Tak”.

W trzydzieści minut później ciszę na łowisku przerwały głosy mojej rozentuzjazmowanej familii.   Która dała mi popalić do tego stopnia że już pierwszej nocy miałem co nieco dość majówki w formie rodzinnej i obawiałem się że reszta będzie próbą przetrwania a nie relaksu i wypoczynku. Rano jednak po odespaniu i pysznym śniadaniu zmieniłem zdanie bo noc w kempingu pozytywnie wpłynęła na dzieci. Ich zachowanie nie odbiegało od tego w domu i mogliśmy się zająć łowieniem ryb już od samego rana. Wędki oczywiście na noc zwinąłem bo wstawać w nocy z racji zmęczenia nie byłbym wstanie. Jednak radosny dzień przyniósł wiele pięknych ryb. Niestety nie mi było dane podejmować hole i epickie walki z nimi. Rolę łowczyń przejęła żeńska część mojej rodziny. Feederami zajęła się magdalena łowiąc raz za razem piękne ryby a ciężkie karpiówki przypadły w udziale małżonce która dzielnie już sobie z nimi poczynała.

Prym w ilości ryb wiodła jednak Magdalena łowiąc dwa śliczne jesiotry, masę krąpi i leszczyków. Lecz i mojej małżonce w udziale przypadł zacny karp z którym stoczyła   zwycięską walkę i dwie ryby w zaczepach. Efekty były ciekawe jak na dzień pierwszego maja bo zewsząd dobiegały doniesienia o raczej słabych braniach ryb zwłaszcza karpi. Dzień zakończyliśmy grillem i wspólnym rysowaniem z dziećmi które padły wybiegawszy się do woli już o godzinie 20. A ja o godzinie 22 stwierdziłem że i na tą noc zwinę wędziska z wody. Ranek drugiego maja zaczęliśmy bliżej południa gdyż wędziska do wody trafiły dopiero o godzinie 11 prym tego dnia ponownie wiodła Magdalena samodzielnie obsługując feedery z metodą i tocząc epicką walkę z rybą o masie 6300g co jak na wiek dziewięciu lat i blisko dwudziestu minut holu było niezłym wydarzeniem i zakończyło się oklaskami i gratulacjami od innych wędkarzy. Zwabionych długim holem i entuzjastycznym okrzykami dzieci. Z racji tego że brzeg był niezwykle stromy podebraniem tej ryby zająłem się osobiście pomogłem również zaprezentować ją do zdjęcia. Tak zacne wydarzenie uczciliśmy lodami. Na ciężkich karpiówkach ryba ponownie wjechała w zaczep. A z chłopakami zajęliśmy się budową łódek z kory. Dzień zakończyliśmy ogniskiem i ziemniaczkami z  żaru. Tym razem postanowiłem jednak nie rezygnować z łowienia i zestawy zasypane grubo pozostawiłem w wodzie do rana niestety bez efektów.  Trzeci maja był ostatnim dniem w którym były na łowisku ze mna dzieci. Obfitował również w piękne ryby żona rozpoczęła ranek łowiąc pięknego jesiotra a Magdalenka złowiła po epickiej walce ponownie karpia o masie niewiele niższej od poprzedniego bo oscylującej w okolicy 6280g. Bardzo zasmuciły mnie miny dzieci które wdrożone w kempingowe życie musiały wracać do domu z racji planowanych zajęć online. Miałem noc i ranek dnia czwartego maja dla siebie. Nie obfitowały one jednak w ryby dwa brania zakończone rwaniem w zaczepach utwierdziły mnie w przekonaniu że po wytarciu się ryb i wylęgu narybku. Należy ponownie zająć się oczyszczaniem co niektórych fragmentów łowiska z zalegających żyłek i zawad. Podsumowując krótką ale bardzo intensywną majówkę spędzoną z dziećmi było naprawdę fajnie i rodzinnie.Taki wyjazd zbliżył ponownie nas do siebie zacieśniając jeszcze bardziej więzi rodzinne oraz pozwolił załapać wędkarskiego bakcyla małżonce która nie pozwalała mi dotknąć wędzisk. Mimo zmian pogody ryb było wystarczająco dzieci miały pierwszą w tym roku przygodę w kempingu a ja mogłem oszacować zaopatrzenie potrzebne na takie wypady oraz przede wszystkim wyluzować się i wspaniale spędzić czas.

Polub lub udostępnij
Tagi , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *