Ostatni majowy weekend 2020.


Nadszedł weekend 23-24 maja w oczach mojej małżonki widziałem błysk i tęsknotę za wypadami na ryby całą rodziną tym bardziej, że weekend poprzedzający spędziliśmy na uroczystościach urodzinowych i nie było sposobności by spędzić go nad wodą pod kempingiem.  Dodatkowym bodźcem do wyjazdu nad wodę było to że kolejny weekend rozpoczynał sandaczową gorączkę i samolubnie chciałem poświęcić się temu nałogowi.

Wracając jednak do wypadu, nad wodą pojawiliśmy się dopiero w sobotę w godzinach przedpołudniowych z racji tego że zmęczony intensywnym tygodniem w pracy postanowiłem co nieco odespać. Późne godziny przyjazdu skutkowały tym, że najbardziej atrakcyjne miejsce pod względem powierzchni było już zajęte, więc za miejsce ustawienia przyczepy wybrałem swoje ukochane miejsce pod dębem. Dodatkowym atutem powodującym to że wypoczynek był gwarantowany było to że dwójka starszych dzieci spędzała weekend u szanownej teściowej. Ucieszeni, że znacznego odciążenia ja i małżonka pełni entuzjazmu zawitaliśmy nad wodą. Kilka minut, w których najmłodszy syn obchodził w raz z małżonką łowisko pozwoliły mi na ustawienie przyczepy i rozłożenie wędzisk karpiowych. Moja małżonka nie pozwoliła mi jednak na dalsze działania. Przekazała pod opiekę najmłodszego synka i samodzielnie przygotowała zestawy zakładając na włos specjalnie dla niej zakupione kule o nutach owocowych. Pękałem z dumy gdy samodzielnie wywiozła zestawy na wskazania echosondy i napięła linki zakładając hangery. Zrozumiałem wtedy ze zaraziła się pewnym wirusem zwanym wędkarstwem. Nie mając nic do roboty oddałem się zabawie z Wojciechem,  który wybiegawszy się oddał się popołudniowej drzemce. Zasiadłem w fotelu i oddałem się zaległej lekturze. Małżonka zaparzyła kawkę i oboje oddaliśmy się relaksowi. Cieszyły nas nawet przelotne opady majowego zacnego deszczu. Na pierwsze efekty swoich działań przyszło co nieco nam poczekać. Pierwszy odjazd nastąpił tuż po godzinie 19.   Małżonka nie zważywszy na deszcz w samej koszulce wybiegła do brania i rozpoczęła hol ładnego karpia. W czasie holu w trosce o zdrowie ukochanej, przy jej protestach starałem się ją ubrać w kurtkę.  Co mi się powiodło i w krótce po tym na macie położyłem jej pierwszą rybkę tej zasiadki. Ciekawie utłuszczonego karpia . Otworzyło się łowisko bo w niecałą godzinę później małżonka toczyła walkę z szalonym amurem. Serce mi rosło gdy patrzyłem na uśmiech żony i szczęście jakie daje jej hol ryby. Szybka sesja zdjęciowa i po kolejnej godzinie kolejna ryba dała o sobie znać. Po pełnym emocji holu i obsłużeniu ryby. Postanowiliśmy się wykąpać złożyć wędki  i zająć się sobą. Znakomity wypoczynek nie pozwolił nam otworzyć oczów skoro świt i wędki do wody tym razem trafiły około godziny 9 rano. Nie czekaliśmy długo na brania bo w niecałe czterdzieści minut później udało się małżonce złowić jeszcze jednego ładnego łuskacza. Oczywiście urządzenie, które tak kocham  zakończyło naszą weekendową przygodę. Zadzwoniła teściowa gdyż średni syn tęsknił tak mocno do rodziców i przygody nad wodą, że nie dało rady go uspokoić. Na tempa więc podpiąłem przyczepę zwinąłem wędki  i udałem się wraz z małżonką do domu by napawać się życiem rodzinnym i poświęcać czas na zabawę i budowanie relacji z dziećmi.

Polub lub udostępnij
Tagi , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *