Wrześniowa tyczka.

Wrzesień zbliżał się już do swojej połowy a ja miałem klasycznie niedosyt łowienia. Zakomunikowałem mojej połowie, że muszę zniknąć na kilka godzin by wyszaleć się z tyczką. Moja małżonka jest świetnym negocjatorem, więc musiałem przesunąć na okolice popołudniowe moja wyprawę nad wodę. W między czasie zająłem się rozpieszczaniem mojej rodziny na tle kulinarnym, wyręczyłem również moją połowę w opiece nad dziećmi angażując cały skład w przygotowanie posiłku. Powstały, trzy rodzaje surówek serwowanych, jako dodatek do obiadu. Nadszedł jednak czas wyprawy by maksymalnie zaoszczędzić czas nad wodą przygotowałem zanętę w komfortowych warunkach domowych a po chwili namysłu namoczyłem jeszcze nieco pelletów z myślą o metodzie.

Przygotowana wcześniej miejscówka znakomicie spełniała swoje zadanie i wymiarami idealnie pasowała do rozmiarów kosza. Rozłożyłem sprzęt zaparzyłem kubeł kawy i oddałem się połowom. Fantastyczna pogoda, cisza i spokój. Na tyczce nie odnotowałem nawet najmniejszego brania ale za to metoda była kluczem do otwarcia łowisk przynosiła rybę za rybą. Spragniony wyłowienia się zwinąłem tyczkę i skupiłem się jedynie na metodzie. Bardzo regularnie wchodziły nieduże karpiki w okolicy 2 kilogramów. Spędziłem na łowisku czas do zmierzchu fantastycznie się relaksując, ładowałem baterie przed licznymi wyzwaniami nadchodzącego tygodnia pracy. Nagle tuż przed planowanym końcem łowienia szczytówka feedera bardzo dynamicznie się ugięła i nastąpiło atomowe branie karpia, który w żaden sposób nie dał się zatrzymać, walcząc wyskakiwał z wody i wykazywał się niezwykłą siłą, blisko dziesięć minut holu zakończyło się niepowodzeniem. Nie zraziło mnie to jednak, bo miałem okazję ujrzeć rybę, z którą walczyłem. Był to słusznych rozmiarów karp pełno łuski o wdzięcznym imieniu Wiesiek. Nastrojony pozytywnie nie chciałem męczyć się już z przewiązywaniem zestawów i poskładałem się nieco wcześniej. Z uśmiechem od ucha do ucha, wracałem do domu. A w domu czekała mnie jeszcze jedna pozytywna rzecz, gdy tylko przekroczyłem próg w nozdrza uderzył mnie od razu zapach wyśmienitej kolacji. Kolacji którą z sercem przygotowała małżonka. Chwila dla siebie kieliszek znakomitego wina i pyszne jedzenie dopełniło dzień trzynastego września 2020.  

Polub lub udostępnij
Tagi , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *