Ten dzień i ta ryba.

Dzień dwudziesty drugi marca nie przypominał wiosny a w zasadzie pełnię zimy. Cztery stopnie na minusie wiatr oraz opady śniegu nie nastrajały do połowu ryb. Wstałem nieco po piątej rano i siorbiąc małą czarną, rozważałem zasadność mojej wizyty na łowisku. Gdzieś tam w ręce zaplątał mi się telefon z powiadomieniem od znajomego na grupie na którym prezentował on dość przyjemną rybę. To przeważyło szalę ubrałem się w bieliznę termo i wykradłem małżonce odrobinę cynamonu do kawy. Poprawiając kocyk na najmłodszym synu który smacznie spał w pokoju obok, na paluszkach wymknąłem się z domu. W miedzy czasie przy kawie przełożyłem poumawianych ludzi na inny dzień postanawiając w ciszy i spokoju połowić sobie karpi.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Pierwszy dzień wiosny.

W sobotę dwudziestego pierwszego marca przypadał pierwszy dzień wiosny jednak pogoda wiosenna wcale nie była. Deszcz i zimne podmuchy wiatru nie zachęcały do spędzenia czasu nad wodą. Ja jednak przezornie spakowałem do mojego auta model do wywozu i ciężkie karpiowe gruntówki. Uzbrojony w taki zestaw udałem się na łowisko gdzie ponownie skoro świt poumawiałem się z wędkarzami na wniesienie opłat za licencje.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Potencjalna dwudziestka.

Polskę w swoje ręce chwyciła panika związana z panującym zagrożeniem corona wirusem. Poniedziałek dnia dziewiątego marca był dniem gdy i ja wydałem dyspozycje by małżonka wyruszyła na sklepy w poszukiwaniu cukru, ryżu, makaronu, mąki i papieru toaletowego. Okazało się że w brew panującym  w mediach społecznościowych pogłoską. Udało jej się nabyć zlecone artykuły w pierwszej napotkanej Biedronce. Co nieco uspokojony postanowiłem mimo wszystko nie ryzykować i wędkarzy chcących wykupić licencje na 2020 rok umówiłem nad łowiskiem. Czekając niecierpliwie na nich odebrałem telefon że jeden z nich spóźni się około godziny, wiadomo jak to bywa z pracą.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Marcowa metoda.

Nim się obejrzałem nadszedł marzec. Miałem zamiar spędzić go ambitnie gdyż ryby w wodzie wyczuły nadchodzącą wiosnę i nadszedł ten magiczny okres szalonych brań i rybiej obfitości. Pierwszy marca niestety przyniósł mi tylko nerwy z powodu zaśmieconego łowiska i zniszczonej trawy wypalonej pozostałościami grilla okraszonego kilkoma stopionymi butelkami i masą kiepów. Wściekły wracałem do domu niestety zaparowany obiektyw rozszczelnionej kamery uchronił sprawców zaistniałej sytuacji od odpowiedzialności. Ale nic ich nie ominie spotkamy się kiedyś nad wodą charakterystyczny kemping i pojazdy pozwolą na identyfikację i wymianę uprzejmości.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Październikowe ukojenie.

Jesień wkraczała coraz bardziej w swoją urokliwą fazę malując coraz więcej liści w przecudne barwy. Ja z bólem serca jeździłem w różnych ważnych sprawach z rodzicami, który chwilowo wyłączeni są z prowadzenia pojazdów. Tak właśnie przepadały moje szanse na codzienne ryby, które planowałem w czasie, gdy przyszło mi pełnić dyżury w ciągu nocy w pracy. Oczyma wyobraźni widziałem jak w malowniczej scenerii wypoczywam nad wodą i chłonę całym sobą otaczające mnie piękno. Już raz sprawa miała się tak daleko, że rozkładałem już wędki by połowić, co nieco i telefon przekreślił wszystko gdyż w potrzebie był niesprawny ruchowo przyjaciel rodziny.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Październikowe złoto.

Październik zagościł na dobre w naszym pięknym kraju. Powoli zaczął malować liście drzew czerwienią, żółcią, pomarańczem i brązem. W górach spadł pierwszy śnieg a w powietrzu było czuć mroźnie ukłucia. Temperatura wody oscylowała w okolicy dziesięciu stopni, co w połączeniu z porywistym mroźnym wiatrem i początkowo zachmurzonym niebem w niedziele szóstego października dobrze nie wróżyło.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Październikowy nielegal.

Głodny wędkarskich wypraw niecnie próbowałem wygospodarować choć by dwie minuty nad wodą. W weekend nie było za bardzo szans nawy prawy wędkarskie troska o rodzinę i konieczność wizytowania taty szpitalu nie dawały nadziei na sukcesy wędkarskie. Cały tydzień woziłem sprzęt w aucie z myślą o małym chociaż by wypadzie nad wodę. Siedziałem i wzdychałem w końcu i do mnie los się uśmiechnął gdyż szefowa patrząc na mą umęczoną pracą twarz zlitowała się w piątek i pozwoliła wybrać coś z zaległych nadgodzin. Chociaż w zasadzie to zaległą godzinę bo oczywiście tuż przed wyjściem pojawiło się kilku petentów z pilną sprawą więc nie wypadało zostawić kolegów bez wsparcia.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Wrześniowe popołudnie.

Czas płynął wartko i nim się obejrzałem wrzesień chylił się ku końcowi. Miałem co prawda dwa weekendowe wypady na ryby nastawione one były jednak na integrację i wypoczynek na wodą oraz spożycie. Więc jak zapewne się domyślicie ryb z tych wypraw nie było. Za to dwa bezrybne weekendy pobudziły, gdzieś głęboko zakorzeniony w głębi mojej głowy instynkt łowcy. Wyprawa na ryby chodziła za mną w sposób ciągły do tego stopnia że łowienie śniło mi się po nocach.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

VI POTYCZKA OPOLSKICH TEAMÓW KARPIOWYCH

Na wydarzenie to oczekiwałem z niecierpliwością gdyż miała to być najdłuższa zasiadka mojego czasu urlopowego gdzie w terminie od 14 do 18 sierpnia miałem oddawać się przyjemnościowemu łowieniu karpi.  Nasz team wystawił pięciu zawodników gdzie prezes koła był teamrunnerem gdyż niektórzy z nas mieli zjeżdżać do pracy.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij