Kwietniowa wiosenna tyczka.

 

Na świecie od kilku tygodni zagościła wiosna, wspaniałe słoneczko swymi ciepłymi promieniami wybudziło z zimowej hibernacji przyrodę. Szaro bure drzewa okryły się bogactwem pąków i młodych listków a kwitnące gatunki przybrały kwiecistą już szatę. Świat nabierał soczystości młodej pełnej soków wiosennej trawy i eksplodował na nowo życiem. Wszędzie zagościła wiosna tylko nie w mojej duszy tam jeszcze trwała zimowa stagnacja. O dziwo nie spowodowana obowiązkami czy też brakiem czasu a pracami społecznymi na rzecz łowiska na które poświęcałem wszystkie wolne chwile. Nie zaprzeczę że w czasie nich miałem zawsze symbolicznie wędki w wodzie ale ten kto chce pracować a nie skupia się na łowieniu odnosi w tej materii raczej nikłe sukcesy. W sobotę siódmego kwietnia czara goryczy przelała się u mnie i wykonując szesnaście wykopów pod planowane nasadzenia lip stwierdziłem że na jakiś czas należy odłożyć prace społeczne i wreszcie oddać się pasji z całym zaangażowaniem jakiego od wędkarza skuteczne łowienie wymaga. Czytaj dalej….

Lutowy relaks z tyczką

Luty swoimi pierwszymi dniami przyniósł aurę wręcz wiosenną i w sposób bardzo szybki z okolicznych wód znikło pięciocentymetrowej grubości oblodzenie. Niedziela czwartego lutego była dobrym momentem by w raz z prezesem mojego koła Jarosławem zrobić odrobinę przerwy w pracach na łowisku które sukcesywnie od kilku tygodni było pogłębiane i przemodelowywane i po raz drugi zasiąść z tyczką nad wodą. Dodatkowym atutem lutowej niedzieli był fakt że moja małżonka i razem z nią pociechy wizytowały teściów więc miałem przynajmniej kilkanaście godzin wolnych od obowiązków głowy rodziny i zamierzałem spędzić je na łowisku.  Pojawiłem się nieśpiesznie około godziny trzynastej rozleniwiony spożytym wcześniej obiadem rozpocząłem przygotowania do łowienia. Po kilku chwilach wypakowywania sprzętu na łowisku pojawił się Jarek i oboje nieśpiesznie zrobiliśmy zanętę i przygotowaliśmy stanowiska. Czytaj dalej….

Pierwsza wyprawa 2018r.

Czas swoim zwyczajem płynął nieubłaganie do przodu dni nowego 2018r. upływały w tempie błyskawicy a szary zimowy krajobraz widziany z za okien wysysał ze mnie całe pozytywne emocje wprowadzając w zimową melancholię. Siedziałem sobie w niedzielny poranek siódmego stycznia i sącząc kubeł mocnej i dosmaczonej korzeniami kawy marzyłem o małym wypadzie na ryby. Spojrzałem w zaspane oczy małżonki i ona bez zapytania z mojej strony przyzwoliła prosząc abym wrócił szybko gdyż mamy na tą niedzielę co nieco planów. Czytaj dalej….

Podsumowanie sezonu 2017.

Wody skuł lód zbyt niebezpieczny jeszcze by na niego wejść. Ja siedząc wygodnie na kanapie tuląc małżonkę bez słów cieszyłem się bliskością i sącząc lampkę czegoś mocniejszego miałem czas by ponownie przeżyć sezon. Na ustach zagościł uśmiech a całe ciało wypełniła błogość przed oczyma pojawiły się sceny z wypraw które odbyłem w 2017r. Przeplatane scenami z życia rodzinnego. Małżonka wyczuła to że myślami jestem gdzieś daleko i moszcząc się bardziej na mojej szerokiej piersi zapytała się o czym to jak tak rozmyślam. Z godnie z prawdą odpowiedziałem że o minionym roku. Żona by mi nie przeszkadzać sięgnęła po książkę i poprosiła o kieliszek wina. Relaksowaliśmy się wspólnie nasłuchując śpiących pociech. Czytaj dalej….

Świąteczna tyczka.

Czas w pracy zwolnił wszyscy powolutku poczuli ducha świąt i wybierali dni wolne chcąc spędzić czas rodzinnie. Zaledwie niewielka garstka nieszczęśników uwijała się jak w ukropie by z końcem roku zrealizować wszystkie przedsięwzięcia zlecone przez przełożonych. Miałem to „szczęście” że i ja przynależałem do tej garstki. O dniach wolnych nie mogło być mowy więc zagryzając zęby patrzyłem na całkiem przyjemną aurę i marzyłem o łowieniu zimnych płoci.
W moich akumulatorkach było coraz mniej prądu a ja musiałem je podładować, nadarzyła się po temu okazja dopiero dwudziestego szóstego grudnia. Pojawiłem się w okolicy godziny dwunastej nad wodą niespiesznie rozłożyłem tyczkę i wygruntowałem łowisko. Rozrobiłem nieco większą ilość zanęty i posłałem jej dwie trzecie w łowisko odczekałem chwilę i rozsiadłem się wygodnie na moim stołku. Spojrzałem na świat który mnie otaczał i całym sobą chłonąłem wszystko to co przyroda miała w tym dniu do zaoferowania. Czytaj dalej….

Karpiowe ostatki 2017

Czas płynął straszliwie szybko szereg spraw wypełniło mój rozkład dnia tak skutecznie że nie byłem wstanie nawet pomyśleć o wędkowaniu mimo wcześniejszych epizodów  z tyczką i spinningiem czułem wędkarski niedosyt a rok i wraz z nim zezwolenie powoli się kończyły. Na szczęście wielkimi krokami zbliżał się piętnasty grudzień a wraz z tym dniem zaplanowany i długo oczekiwany ostatni wypad na karpie w sezonie 2017 połączony z zakończeniem sezonu Sekcji wędkarskiej 10 Brygady Logistycznej.

W piątek piętnastego grudnia już o godzinie dwunastej stawiłem się na łowisku Ademac gdzie wraz z Darkiem przygotowaliśmy ognisko i po wrzuceniu wędek do wody oddaliśmy się dyskusją oczywiście poparliśmy dyskusję kilkoma złotymi argumentami siedząc w cieple przyczepy kempingowej patrzyliśmy jak coraz niżej schodząca temperatura zabiera coraz więcej z toni łowiska. Pokrywając go cieniutkim lodem. Klimat takiej zasiadki jest nie zapominany. Czytaj dalej….

Grudniowy multi method day.

Grudzień mijał pracowicie a ja miałem zajęty kolejny weekend  służbą. Z biegiem lat pogodziłem się z takim układem pracy i zajęte święta i weekendy odbijam sobie zwykle wybierając należne za nie dni wolne. Służba z soboty na niedzielę była na tyle spokojna że należne trzy godziny snu wystarczyły by pokryć moje skromne zapotrzebowanie w tej materii. Więc dziesiątego grudnia tuż po zdaniu służby zdzwoniłem się z Darkiem by spędzić kilka miłych chwil z wędką na rybach. Na nasz cel wybraliśmy Dąbrowskie glinianki dlatego głównie że miałem tam ostatnimi czasy fantastyczne rezultaty. Czytaj dalej….

Grudniowe zimne płocie

Listopad minął mi szybko niczym mrugniecie okiem intensywny czas w pracy sprawił że dni miałem wypełnione zajęciami od rana do wieczora. Serce chciało nad wodę ale brutalna rzeczywistość nie pozwalała na spędzenie choć kilku minut nad wodą. Późna jesień to dla mnie osobiście szczególny czas, czas w którym zajmuję się z pasją rybami nie docenianymi w dzisiejszym wędkarskim światku. Jest to dla mnie czas zimnych płoci, uwielbiam spędzać go marznąc nad wodą i łowiąc ryby o których mogę tylko marzyć w ciepłe miesiące. Późna jesień to czas gdy gruba płoć żeruje wspaniale ale jest to również czas gdzie trzeba wykazać się nie lada finezją i wędkarskim kunsztem by połowić. Czytaj dalej….

Listopadowa pełnia.

Gładko dobrnąłem do dnia czwartego listopada budząc się rano stwierdziłem że nie mogę zmarnować tak pięknej soboty zwłaszcza że poprzednią poświęciłem na rodzinne kiszenie kapusty na zimę. Ucałowałem rozkosznie śpiącą małżonkę i wymknąłem się z domu niczym duch. Sprawnie spakowałem auto i odrapawszy szyby z pierwszego tej jesieni szronu udałem się na moje glinianki. Planowałem jakieś pięć godzin łowienia przed powrotem do domu. Niebo było rozgwieżdżone a powietrze niezwykle rześkie. Nocne niebo rozjaśniała wspaniała pełnia łowisko wyglądało przecudownie w blasku księżyca skrzącym się w szronie pokrywającym trawę. W tym dniu w powietrzy czułem magię coś mi mówiło że ten zacny czas obdarzy mnie rybami.

Błyskawicznie byłem gotowy do wywózki i już w krótce fala wywoływana przez moją dzielną łódeczkę marszczyła nieruchomą toń łowiska w której odbijał się księżyc. Wywiozłem zestawy według wskazań echosondy w głębokie dołki na łowisku i chroniąc się przed chłodem skryłem się w aucie. Gdzie na pełnym regulatorze pracowało moje gazowe ogrzewanie. Po chwili gdy ciepło zniwelowało parę osiadłą na szybach miałem przewspaniały widok na zachodzący księżyc który krył się za pobliskim wzgórkiem.  Wczesny ranek nastroił minie niezwykle klimatycznie gdy księżyc skrył się całkiem przeniosłem swój wzrok na wschód gdzie uwidaczniały się pierwsze poblaski dnia. Czytaj dalej….

Potrzeba samotności.

W psychologii istnieje pojęcie piramidy potrzeb na trzecim miejscu specjaliści układający tą piramidę podają potrzebę przynależności jest to istotne dla większości społeczeństwa. Ja jednak z racji pracy z dużą ilością osób i posiadania licznej jak na obecne warunki rodziny chętnie pomiędzy trzecim a czwartym poziomem tej że piramidy umieściłbym potrzebę samotności.

Może wydawać się to dziwne jednak ja bardzo często potrzebuję być sam. Najlepiej jest gdy samotnie przebywam na łonie przyrody. W tedy gdy nie łowię mam czas na przemyślenia, muszę się wam przyznać że mój umysł stale stara się rozwikłać wiele problemów z różnych dziedzin. Wędkarstwo nie jest moim jedynym zajęciem i stale na mojej drodze pojawiają się problemy które muszę pokonywać. Lata dobrego wykształcenia gdzie byłem zmuszany do analiz i samodzielnego rozwiązywania problemów nauczyły mnie systematyki i cierpliwości w pokonywaniu przeszkód. Nie miałem jednak okazji od ponad pół roku pobyć sam i w mojej głowie kłębiło się milion myśli. Czytaj dalej….