Karpiowe ostatki 2017

Czas płynął straszliwie szybko szereg spraw wypełniło mój rozkład dnia tak skutecznie że nie byłem wstanie nawet pomyśleć o wędkowaniu mimo wcześniejszych epizodów  z tyczką i spinningiem czułem wędkarski niedosyt a rok i wraz z nim zezwolenie powoli się kończyły. Na szczęście wielkimi krokami zbliżał się piętnasty grudzień a wraz z tym dniem zaplanowany i długo oczekiwany ostatni wypad na karpie w sezonie 2017 połączony z zakończeniem sezonu Sekcji wędkarskiej 10 Brygady Logistycznej.

W piątek piętnastego grudnia już o godzinie dwunastej stawiłem się na łowisku Ademac gdzie wraz z Darkiem przygotowaliśmy ognisko i po wrzuceniu wędek do wody oddaliśmy się dyskusją oczywiście poparliśmy dyskusję kilkoma złotymi argumentami siedząc w cieple przyczepy kempingowej patrzyliśmy jak coraz niżej schodząca temperatura zabiera coraz więcej z toni łowiska. Pokrywając go cieniutkim lodem. Klimat takiej zasiadki jest nie zapominany. Czytaj dalej….

Grudniowy multi method day.

Grudzień mijał pracowicie a ja miałem zajęty kolejny weekend  służbą. Z biegiem lat pogodziłem się z takim układem pracy i zajęte święta i weekendy odbijam sobie zwykle wybierając należne za nie dni wolne. Służba z soboty na niedzielę była na tyle spokojna że należne trzy godziny snu wystarczyły by pokryć moje skromne zapotrzebowanie w tej materii. Więc dziesiątego grudnia tuż po zdaniu służby zdzwoniłem się z Darkiem by spędzić kilka miłych chwil z wędką na rybach. Na nasz cel wybraliśmy Dąbrowskie glinianki dlatego głównie że miałem tam ostatnimi czasy fantastyczne rezultaty. Czytaj dalej….

Okoniowe szaleństwo.

Październik w swoich wspaniałych słonecznych dniach po ponad tygodniu pluchy szarówki i zimna uraczył nas w swej wspaniałości przepiękną paletą barw liści. Co bardziej wytrzymałe na niskie temperatury drzewa pozostały w pełni zielone a niektóre liście pogubiły całkiem. Siedząc w pracy oczu nie mogłem oderwać  od parku złożonego z topól, lip i klonów. Ich jesienne barwy wywoływały w sercu tęsknotę tęsknotę za przebywaniem na łonie natury i chłonięciem tego wszystkiego co jesień oferuje oczom uszom i powonieniu.  Praca zawodowa i rodzina stała naprzeciw hobby któremu zaprzedałem serce skutecznie uniemożliwiając  nacieszenie się tym wspaniałym spektaklem przyrody. Czytaj dalej….

Pierwsze kroki w wędkarstwie muchowym.

Czerwiec to jeden z piękniejszych miesięcy w roku niesie z sobą przedsmak lata w pracy gonitwa powoli zaczyna wychowywać   a długie ciepłe dni i krótkie noce pozwalają na realizację marzeń.

Ja realizując swoją politykę przeżywania życia zrealizowałem swoje kolejne życiowe marzenie i spróbowałem swoich sił w wędkarstwie muchowym. Jak wiadomo od czegoś trzeba zacząć a w wędkarstwie jak w każdej dziedzinie różnorodność sprzętu jest tak wielka że nie da się samemu ogarnąć całej dziedziny wędkarstwa. Ja miałem łatwiej gdyż w raz ze mną pracuje mój serdeczny kolega Jacek który podzielił się wiedzą na temat wędkarstwa muchowego i odsprzedał jeden ze swoich zestawów.  Tak się złożyło że na dzień dziecka mogłem pojawić się na moment nad wodą i popróbować przekuć teorię na praktykę. Czytaj dalej….

Zimowe refleksje z nad lodu.

Mija kolejny tydzień mojego zimowego urlopu. Na świecie od trzech tygodni jest o jednego członka mojej rodziny więcej. Aura aczkolwiek zimowa zmienia swe oblicze diametralnie. Codziennie dostarczając moim zmysłom nowych wrażeń. Dzięki możliwości łowienia pod lodowego zima przestała być dla mojej osoby czasem jałowym wędkarsko kiedy już późną jesienią przygotowany z niecierpliwością czekałem na rozpoczęcie sezonu. Czytaj dalej….

Pod lodowe koncertowanie.

Cały tydzień mocno kontuzjowany myślałem raczej o lekarzach niż o rybach jednak gdzieś w głowie malował się obraz mnie idącego przez pokryty białym, skrzypiącym, puchem świat dzierżącego w ręku bałałajkę i pierzchnię. Przyznam się szczerze że rozsmakowałem się w krótkich pod lodowych wypadach na ryby. Pokochałem tę pod lodową magię, dłubanie dziur w lodzie i wyłuskiwanie jak na razie małych okonków. Czytaj dalej….

Pierwsze pod lodowe wędkowanie.

pod lodowe, bałałajkaZima nareszcie zagościła w naszym przecudownym kraju. Raczy nasze oczy krajobrazami które urzekają niezmiernie. Pierwsze poważne mrozy skutecznie grubą warstwą ścięły moje okoliczne zbiorniki a w moim sercu mimo urzekającego czasu zagościła tęsknota za wyprawami na ryby.

Ale jak tu się wybrać skoro wszystko lodem skute a i składki jeszcze nie opłacone. W moim kole nie było jeszcze zebrania sprawozdawczo wyborczego i nie było możliwości opłacenia składek. Czytaj dalej….

Antystresowy spinning.

Okoń glniankiCały tydzień napięć w pracy i choroba córki zanieczyściły moją aurę do tego stopnia że do mojego życia zakradła się frustracja. W końcu dobrnąłem do  piątku dwudziestego pierwszego października. Wracałem na  pół żywy do domu a po bagażniku samochodu tłukły się spinningi.  Nie wytrzymałem i postanowiłem zajrzeć chociaż na trzydzieści minut na lokalne gliniaki aby spróbować swojego szczęścia z pasiakami.  Po przybyciu na łowisko ubrałem polaryzacyjne okulary i zawiązałem na szybko bocznego troka na mojej okoniowej  wędce ze stajni robinsona. Czytaj dalej….

Swiąteczne wędkowanie i zakończenie sezonu 2014.

20141224_131705-KopiowanieGrudzień bardziej przypominał mi marzec, temperatury w plusie po 8 stopni i noce w okolicach czterech, napawały mnie wędkarskim optymizmem i dawały nadzieję na wędkarską eksploatację roku aż do końca.
Zafascynowany zimnymi płociami i ich delikatnymi braniami, gryzłem wąsy z niemocy i braku czasu na wędkowanie. Kubłem zimnej wody było zapalnie oskrzeli najmłodszej mojej pociechy i straszenie nas szpitalem na święta. Przyznam że już kiedyś mieliśmy wraz małżonką nieprzyjemność spędzić święta, nowy rok oraz połowę stycznia w szpitalu drżąc o życie córki. Czytaj dalej….

Październikowy pech.

20141006_112249-KopiowaniePaździernik miesiąc w którym jesień zaczyna gościć już na dobre. I nad wodą możemy obserwować wspaniałą paletę barw którą oferuje nam przyroda, malując liście w jesienne barwy. Miałem okazję połowę września spędzić na łonie przyrody i obserwować wspominane zmiany. Niestety nie był to wypad związany z wędkarstwem, tylko z pracą a jak wiadomo każda praca męczy. Niektórych męczy zarówno fizycznie i psychicznie. Ja należąc do grupy zawodowej, w której stres to codzienność . Wyczerpałem naładowane w sierpniu akumulatory. Właśnie jesienią przypadł mój czas na wykorzystanie urlopu wypoczynkowego. W zasadzie planowałem go wykorzystać na przełomie sierpnia i września. Jednak życie w sposób tradycyjny zagrało mi na nosie, a przełożeni stwierdzili że realizacja zadań jest ważniejsza niż mój urlop i połowy epickich wrześniowych karpi. Czytaj dalej….