Grudniowe zimne płocie

Listopad minął mi szybko niczym mrugniecie okiem intensywny czas w pracy sprawił że dni miałem wypełnione zajęciami od rana do wieczora. Serce chciało nad wodę ale brutalna rzeczywistość nie pozwalała na spędzenie choć kilku minut nad wodą. Późna jesień to dla mnie osobiście szczególny czas, czas w którym zajmuję się z pasją rybami nie docenianymi w dzisiejszym wędkarskim światku. Jest to dla mnie czas zimnych płoci, uwielbiam spędzać go marznąc nad wodą i łowiąc ryby o których mogę tylko marzyć w ciepłe miesiące. Późna jesień to czas gdy gruba płoć żeruje wspaniale ale jest to również czas gdzie trzeba wykazać się nie lada finezją i wędkarskim kunsztem by połowić. Czytaj dalej….

Lipcowa tyczka.

Urlop upływał nieubłaganie a ja pomimo wypoczynku i bardzo niewielkiej ilości prac domowych nie bardzo miałem czas na łowienie ryb. Wszystkie wolne chwile poświęcałem na zabawy z dziećmi i zacieśnianie rodzinnej więzi. Jednak serce wędkarza dawało znać o sobie i robiąc porządki w wędkarskim pomieszczeniu z utęsknieniem zerkałem na wędki.
Musiałem coś połowić a że w lodówce do końca zbliżał się termin przydatności białych robaków postanowiłem wyskoczyć chociaż na moment nad wodę. Więc wieczorem spakowałem auto i już o godzinie czwartej trzydzieści dwudziestego piątego lipca byłem nad wodą.  Muszę dodać że dzień wcześniej znalazłem kilkadziesiąt minut na przygotowanie trzech stanowisk i gruntowne oczyszczenie ich z moczarki kanadyjskiej przy pomocy zbudowanego przez siebie urządzenia. Czytaj dalej….

Zawody z okazji Dnia Dziecka

Czasami człowiek zauważa w swoim życiu potrzebę zrobienia czegoś dla innych. A jak ci inni to dzieci to wywołanie uśmiechu na ich twarzach sprawia szczególną radość. Dlatego też staram się regularnie przykładać  rękę do organizacji  zawodów z okazji dnia dziecka. Z tą różnicą że w roku dwa tysiące siedemnastym sam grałem jedne z głównych skrzypiec z racji pełnienia funkcji skarbnika w kole PZW Dąbrowa.  Pozwolę sobie pominąć wymienianie zasług wszystkich osób które przyczyniły się do zaistnienia i organizacji zawodów z okazji dnia dziecka rozegranych na łowisku w Dąborwie nie mniej chciałbym podzielić się pełnią pozytywnych wrażeń i emocji które towarzyszyły tak wspaniałemu wydarzeniu. Czytaj dalej….

Magia majowego poranka.

Maj przeważnie bywa dla mnie bardzo dynamiczny w pracy i życiu prywatnym. Zawsze z tego tytułu cierpi moja wędkarska dusza ponieważ uciekają mi najpiękniejsze wrażenia, krajobrazy wczesnych poranków i dźwięki wiosennej fauny. Szczęśliwie pobyt na ćwiczeniu poligonowym wśród przyrody dostarczył co nieco kontaktu z przyrodą ale brakowało przed oczyma tafli wody i wędzisk malowniczo sterczących nad wodą. W tym roku maj nie był różny od lat poprzednich i wiele się wydarzyło zarówno w życiu prywatnym i zawodowym. Na szczęście końcówka maja była bardziej dla mnie przychylna i udało się wygospodarować co nieco czasu na małą nockę którą planowałem na dzień dwudziesty szósty na dwudziesty siódmy maja. Jednak plany planami a zmęczenie zmęczeniem i usypiając moje pociechy. I ja zapadłem w objęcia morfeusza i zasnąłem razem z dziećmi. Obudził mnie mój najmłodszy syn wiercąc się domagał się zmiany pieluchy. Zająłem się więc najmłodszym Wojciechem i postanowiłem że muszę chociaż na chwilę pojawić się nad wodą. Czytaj dalej….

Tyczka uczy pokory.

Jak wiecie szanowni  czytelnicy mojego bloga od niespełna trzech miesięcy stałem się posiadaczem tyczki i mimo braku czasu staram się pojawić nad wodą i potrenować nową dla mnie metodę łowienia.  Ostro kombinując udało mi się wygospodarować kilka chwil na mały wypad z tyczką w dniu szesnastego maja.  Chciałem się nałowić przed ćwiczeniem poligonowym i posiedzieć w ciszy nad wodą zwłaszcza że pogoda była wręcz wymarzona do tego by miło spędzić czas i potrenować łowienie zestawem skróconym. W tajemnicy przed małżonką spakowałem auto i po ogarnięciu porannych wizyt w urzędach w okolicy godziny jedenastej pojawiłem się nad wodą.  Czytaj dalej….

Czwarto majowy wypad z tyczką.

Długi weekend majowy udało mi się spędzić jak zakładałem z rodzinną. Z racji niepewnej pogody postanowiłem nie przedłużać  sobie weekendu i nie wykorzystywać dodatkowych dni wolnych. Przyznam się do kilku wyjazdów nocnych w terminach od drugiej w nocy do szóstej rano jednak bez większych efektów poza jednym ładnym karpikiem, którego z racji posiadania jedynie komórki nie udało mi się uwiecznić.  Mimo wszystko powrót do pracy wywołał u mnie jakiś taki szok że musiałem się wyciszyć nad wodą i zrelaksować się odrobinę. Wróciłem więc do domu i poprosiłem moją połowę o pozwolenie wyjazdu na ryby. Moja najdroższa spojrzała w moje oczy zmęczone i wyraziła zgodę. Czytaj dalej….

Pierwsza tura zawodów Gpx Koła Dąbrowa.

Nadszedł dzień trzydziestego kwietnia, dzień mojego startu w pierwszej turze zawodów grandprix koła Dąbrowa. Dla mnie był to szczególny dzień gdyż po raz pierwszy startowałem zarówno jako zawodnik ale i wespół organizator zawodów. Dodatkowo pikanterii mojemu startowi dodawał fakt że w ręku po raz trzeci trzymałem moje nowe wędzisko wyczynowe. Miałem wielkie nadzieje z metodą skróconego zestawu ale nadzieje nadziejami filmy wędkarskie filmami a brutalna rzeczywistość , rzeczywistością. Tak więc w zawodach wzięło udział jedenastu zawodników z czego trzech poławiało właśnie na tyczkę.  Czytaj dalej….

Pierwsze próby z tyczką.

Od dłuższego czasu zafascynowany wędkarstwem wyczynowym nosiłem się z zakupem wyczynowego wędziska do łowienia zestawem skróconym popularnie zarwanym tyczką. Tak się składa że jeżeli chodzi o sprzęt wędkarski to jego zorganizowanie przychodzi mi z wyjątkową łatwością. Jednak nie mając doświadczeń w wędkarstwie wyczynowym poszedłem za radą forumowiczów i szukałem używanej tyczki z wyższej półki. Powiem szczerze że ze względu na nierzetelność ludzi trzykrotne próby zakupienia czegoś używanego spaliły na panewce. Więc sfrustrowany kupiłem nowe wędzisko i jak narzazie decyzji tej nie żałuję. Czytaj dalej….

Grudniowy nostalgiczny spławik.

dsc_0070Grudzień przywitał nas śniegiem, biały puch pokrył świat i wpędził w zakłopotanie drogowców. Ja siedziałem w pracy i spoglądałem przez okno na szarości świata ginące pod białą pierzynką śniegu. Nie dane było pocieszyć się jednak białym puchem bo w dwa dni zostały po nim tylko smętne brudne pozostałości.  I tym sposobem obraz mnie łowiącego sobie zimne płocie zestawem pełnym w plenerze pokrytym nieskazitelnie białym puchem pozostał jedynie utrwalając się w mojej wyobraźni. Nie rezygnowałem jednak z planów pojawienia się nad wodą i stale woziłem ze sobą zestaw batów w samochodzie.  Przez chwile planowałem w piątek wypisać kilka nadgodzin jednak silny wiatr uniemożliwił by mi połowy batem więc zrezygnowałem z wędkarskich planów. Czytaj dalej….

Czarno piątkowy spontaniczny spławik.

Czarno piątkowy spławikW piątek dwudziestego piątego listopad, sklepach ogłoszono czarny piątek, na wszystkich witrynach sklepowych pojawiły się wywieszki z informacjami jakie to niebywałe okazje każdy z tych sklepów oferuje. Podziałało to jak czerwona płachta na byka na ludzi i centra handlowe stały się tłoczne a ruch uliczny od wczesnych godzin rannych zapewne z okazji czarnego piątku również był wzmożony. Jednak ja nieczuły na wystawy witryn sklepowych zmierzałem do domu nieco podenerwowany niezwykłym tłokiem na drogach i zachowaniem dzielnych wyprzedażowych kierowców i kierowniczek. Czytaj dalej….