Lipcowa tyczka.

Urlop upływał nieubłaganie a ja pomimo wypoczynku i bardzo niewielkiej ilości prac domowych nie bardzo miałem czas na łowienie ryb. Wszystkie wolne chwile poświęcałem na zabawy z dziećmi i zacieśnianie rodzinnej więzi. Jednak serce wędkarza dawało znać o sobie i robiąc porządki w wędkarskim pomieszczeniu z utęsknieniem zerkałem na wędki.
Musiałem coś połowić a że w lodówce do końca zbliżał się termin przydatności białych robaków postanowiłem wyskoczyć chociaż na moment nad wodę. Więc wieczorem spakowałem auto i już o godzinie czwartej trzydzieści dwudziestego piątego lipca byłem nad wodą.  Muszę dodać że dzień wcześniej znalazłem kilkadziesiąt minut na przygotowanie trzech stanowisk i gruntowne oczyszczenie ich z moczarki kanadyjskiej przy pomocy zbudowanego przez siebie urządzenia. Czytaj dalej….

Zawody z okazji Dnia Dziecka

Czasami człowiek zauważa w swoim życiu potrzebę zrobienia czegoś dla innych. A jak ci inni to dzieci to wywołanie uśmiechu na ich twarzach sprawia szczególną radość. Dlatego też staram się regularnie przykładać  rękę do organizacji  zawodów z okazji dnia dziecka. Z tą różnicą że w roku dwa tysiące siedemnastym sam grałem jedne z głównych skrzypiec z racji pełnienia funkcji skarbnika w kole PZW Dąbrowa.  Pozwolę sobie pominąć wymienianie zasług wszystkich osób które przyczyniły się do zaistnienia i organizacji zawodów z okazji dnia dziecka rozegranych na łowisku w Dąborwie nie mniej chciałbym podzielić się pełnią pozytywnych wrażeń i emocji które towarzyszyły tak wspaniałemu wydarzeniu. Czytaj dalej….

Magia majowego poranka.

Maj przeważnie bywa dla mnie bardzo dynamiczny w pracy i życiu prywatnym. Zawsze z tego tytułu cierpi moja wędkarska dusza ponieważ uciekają mi najpiękniejsze wrażenia, krajobrazy wczesnych poranków i dźwięki wiosennej fauny. Szczęśliwie pobyt na ćwiczeniu poligonowym wśród przyrody dostarczył co nieco kontaktu z przyrodą ale brakowało przed oczyma tafli wody i wędzisk malowniczo sterczących nad wodą. W tym roku maj nie był różny od lat poprzednich i wiele się wydarzyło zarówno w życiu prywatnym i zawodowym. Na szczęście końcówka maja była bardziej dla mnie przychylna i udało się wygospodarować co nieco czasu na małą nockę którą planowałem na dzień dwudziesty szósty na dwudziesty siódmy maja. Jednak plany planami a zmęczenie zmęczeniem i usypiając moje pociechy. I ja zapadłem w objęcia morfeusza i zasnąłem razem z dziećmi. Obudził mnie mój najmłodszy syn wiercąc się domagał się zmiany pieluchy. Zająłem się więc najmłodszym Wojciechem i postanowiłem że muszę chociaż na chwilę pojawić się nad wodą. Czytaj dalej….

Tyczka uczy pokory.

Jak wiecie szanowni  czytelnicy mojego bloga od niespełna trzech miesięcy stałem się posiadaczem tyczki i mimo braku czasu staram się pojawić nad wodą i potrenować nową dla mnie metodę łowienia.  Ostro kombinując udało mi się wygospodarować kilka chwil na mały wypad z tyczką w dniu szesnastego maja.  Chciałem się nałowić przed ćwiczeniem poligonowym i posiedzieć w ciszy nad wodą zwłaszcza że pogoda była wręcz wymarzona do tego by miło spędzić czas i potrenować łowienie zestawem skróconym. W tajemnicy przed małżonką spakowałem auto i po ogarnięciu porannych wizyt w urzędach w okolicy godziny jedenastej pojawiłem się nad wodą.  Czytaj dalej….

Czwarto majowy wypad z tyczką.

Długi weekend majowy udało mi się spędzić jak zakładałem z rodzinną. Z racji niepewnej pogody postanowiłem nie przedłużać  sobie weekendu i nie wykorzystywać dodatkowych dni wolnych. Przyznam się do kilku wyjazdów nocnych w terminach od drugiej w nocy do szóstej rano jednak bez większych efektów poza jednym ładnym karpikiem, którego z racji posiadania jedynie komórki nie udało mi się uwiecznić.  Mimo wszystko powrót do pracy wywołał u mnie jakiś taki szok że musiałem się wyciszyć nad wodą i zrelaksować się odrobinę. Wróciłem więc do domu i poprosiłem moją połowę o pozwolenie wyjazdu na ryby. Moja najdroższa spojrzała w moje oczy zmęczone i wyraziła zgodę. Czytaj dalej….

Pierwsza tura zawodów Gpx Koła Dąbrowa.

Nadszedł dzień trzydziestego kwietnia, dzień mojego startu w pierwszej turze zawodów grandprix koła Dąbrowa. Dla mnie był to szczególny dzień gdyż po raz pierwszy startowałem zarówno jako zawodnik ale i wespół organizator zawodów. Dodatkowo pikanterii mojemu startowi dodawał fakt że w ręku po raz trzeci trzymałem moje nowe wędzisko wyczynowe. Miałem wielkie nadzieje z metodą skróconego zestawu ale nadzieje nadziejami filmy wędkarskie filmami a brutalna rzeczywistość , rzeczywistością. Tak więc w zawodach wzięło udział jedenastu zawodników z czego trzech poławiało właśnie na tyczkę.  Czytaj dalej….

Pierwsze próby z tyczką.

Od dłuższego czasu zafascynowany wędkarstwem wyczynowym nosiłem się z zakupem wyczynowego wędziska do łowienia zestawem skróconym popularnie zarwanym tyczką. Tak się składa że jeżeli chodzi o sprzęt wędkarski to jego zorganizowanie przychodzi mi z wyjątkową łatwością. Jednak nie mając doświadczeń w wędkarstwie wyczynowym poszedłem za radą forumowiczów i szukałem używanej tyczki z wyższej półki. Powiem szczerze że ze względu na nierzetelność ludzi trzykrotne próby zakupienia czegoś używanego spaliły na panewce. Więc sfrustrowany kupiłem nowe wędzisko i jak narzazie decyzji tej nie żałuję. Czytaj dalej….

Grudniowy nostalgiczny spławik.

dsc_0070Grudzień przywitał nas śniegiem, biały puch pokrył świat i wpędził w zakłopotanie drogowców. Ja siedziałem w pracy i spoglądałem przez okno na szarości świata ginące pod białą pierzynką śniegu. Nie dane było pocieszyć się jednak białym puchem bo w dwa dni zostały po nim tylko smętne brudne pozostałości.  I tym sposobem obraz mnie łowiącego sobie zimne płocie zestawem pełnym w plenerze pokrytym nieskazitelnie białym puchem pozostał jedynie utrwalając się w mojej wyobraźni. Nie rezygnowałem jednak z planów pojawienia się nad wodą i stale woziłem ze sobą zestaw batów w samochodzie.  Przez chwile planowałem w piątek wypisać kilka nadgodzin jednak silny wiatr uniemożliwił by mi połowy batem więc zrezygnowałem z wędkarskich planów. Czytaj dalej….

Czarno piątkowy spontaniczny spławik.

Czarno piątkowy spławikW piątek dwudziestego piątego listopad, sklepach ogłoszono czarny piątek, na wszystkich witrynach sklepowych pojawiły się wywieszki z informacjami jakie to niebywałe okazje każdy z tych sklepów oferuje. Podziałało to jak czerwona płachta na byka na ludzi i centra handlowe stały się tłoczne a ruch uliczny od wczesnych godzin rannych zapewne z okazji czarnego piątku również był wzmożony. Jednak ja nieczuły na wystawy witryn sklepowych zmierzałem do domu nieco podenerwowany niezwykłym tłokiem na drogach i zachowaniem dzielnych wyprzedażowych kierowców i kierowniczek. Czytaj dalej….

Ekstremalne płocie na bata.

Dublet płociOd października do dwunastego listopada czas minął mi jak mgnienie oka. Coś pożarło moje dni w sposób tak błyskawiczny że nawet tego nie byłem wstanie zauważyć. Ale wędkarskie serce zauważyło że koniec wędkarskiego roku coraz bliżej a wypraw na koncie bardzo znikoma ilość. A wędkarskiemu sercu było również żal gdyż wykorzystywałem urlop i nie było jak wyrwać się na jesienne płocie.  Musiałem dotrzeć do celu który sobie sam wyznaczyłem i odmalować mieszkanie tak jak obiecałem mojej połowie a że staram się założone cele osiągać. Wszystkie więc siły od świtu do później nocy zaangażowałem w remoncik i zmianę rozkładu naszego mieszkanka. Zwykle w zwyczaju miałem ryby w dniu Święta Niepodległości ale i tu prace nie pozwoliły na wyrwanie się nawet na sekundę nad wodę. Czytaj dalej….