Kwietniowe szaleństwo.

Kwiecień dzisiejszym dniem wchodził w trzecią swoja dekadę. Z niecierpliwością kręciłem się w łóżku nasłuchując pierwszych oznak budzącego się dnia czyli wiosennych ptasich treli. Wreszcie przez uchylone okno do moich uszu dotarła melodia, na którą czekałem śniąc snem niespokojnym o wędkarskich przygodach. Zerwałem się dziarsko z łóżka i ochota na sen błyskawicznie mi odeszła w kuchni usłyszałem syk ekspresu i w duchu błogosławiąc wynalazcy tego urządzenia wiedziałem że za moment mój organizm zostanie pobudzony dawką kofeiny. Cicho i bez szelestnie wskoczyłem w rybne dresy i niczym duch popijając gorącą i piekielnie mocną kawę teleportowałem się do samochodu. Czytaj dalej….

Lipcowa tyczka.

Urlop upływał nieubłaganie a ja pomimo wypoczynku i bardzo niewielkiej ilości prac domowych nie bardzo miałem czas na łowienie ryb. Wszystkie wolne chwile poświęcałem na zabawy z dziećmi i zacieśnianie rodzinnej więzi. Jednak serce wędkarza dawało znać o sobie i robiąc porządki w wędkarskim pomieszczeniu z utęsknieniem zerkałem na wędki.
Musiałem coś połowić a że w lodówce do końca zbliżał się termin przydatności białych robaków postanowiłem wyskoczyć chociaż na moment nad wodę. Więc wieczorem spakowałem auto i już o godzinie czwartej trzydzieści dwudziestego piątego lipca byłem nad wodą.  Muszę dodać że dzień wcześniej znalazłem kilkadziesiąt minut na przygotowanie trzech stanowisk i gruntowne oczyszczenie ich z moczarki kanadyjskiej przy pomocy zbudowanego przez siebie urządzenia. Czytaj dalej….

Wyprawa na łowisko EL DORADO.

Urlop mknął niczym górski strumień i nim się obejrzałem nadszedł czas na spędzenie trzech dób na łowisku karpiowym EL Dorado położonym w miejscowości Kondradowa na obrzeżach Nysy.

Powiem wam najmilsi że z wyjazdem tym wiązałem wielkie nadzieje śledząc facebookowe wpisy gospodarza łowiska marzyłem że w końcu będę mógł się sprawdzić pod względem karpiowego rzemiosła.

Pokonałem więc moim wiekowym kempingiem dystans nieco przekraczający pięćdziesiąt kilometrów po bocznych szalenie malowniczych drogach. Podziwiając złocące się zboża i góry w tle. Towarzyszyła mi w tej ekspedycji moja kochana córeczka dla której również miał być to wyjazd roku oraz zarazem próba przetrwania kilku dni bez udogodnień dwudziestego pierwszego wieku. Czytaj dalej….

Nocne karpiowanie z Magdaleną.

Minął czerwiec i mimo masy wyzwań w pracy i w domu pozostawił po sobie masę cudownych wrażeń i sporo bardzo przyzwoitych ryb na mojej rozkładówce. Ale pozostawił również uczucie, uczucie niespełnionego obowiązku i odczucie zaniedbania dzieci. Tak się wam zwierzę, że jakikolwiek wyjazd powyżej doby z domu powoduje u mnie straszliwe uczucie tęsknoty za dziećmi i żoną i domem. Chociaż z drugiej strony emocje związane z powrotem taty są również wspaniałe nie mniej nie lubię gdy moje pociechy tęsknią do taty zbyt długo. Czytaj dalej….

Trzecie zawody karpiowe o puchar Dowódcy 10BLog.

Szanowni Czytelnicy mojego bloga początkowo zamierzałem ten wpis napisać w formie suchej relacji w trzeciej osobie i oprzeć go na samych suchych faktach. Jednak po przemyśleniach zarzuciłem tę ideę. Jak mógłbym nie uwiecznić całego spektrum emocji, które towarzyszyły tak podniosłemu wydarzeniu.  Jak mógłbym pominąć wkład osób które pomagają zaistnieć tak pięknym chwilom i zarzucić całą otoczkę i smak towarzyszący zmaganiom w 3 Karpiowych Zawodach o Puchar Dowódcy 10BLog.  Na pierwszym miejscu podziękowania za przychylność należy złożyć  Dowódcy 10BLog, Kierownikowi  Sekcji wychowawczej oraz Kierownikowi Klubu Garnizonowego. Ponieważ bez przychylności tych że osób cała impreza nie miała by miejsca. Czytaj dalej….

Wielkanocne amury.

W życiu każdego żołnierza służba cały czas ściera się z życiem rodzinnym ciągle trzeba godzić ze sobą dwie role bycie żołnierzem i bycie głową rodziny. Tak i mi nie sprzyjało żołnierskie szczęście i zostałem wyznaczony do służby w Wielką Sobotę. Oczywiście nie było innej możliwości jak przyjęcie służby i jej odbycie tak więc dobrnąłem do niedzieli szesnastego kwietnia. Czytaj dalej….