Czarno piątkowy spontaniczny spławik.

Czarno piątkowy spławikW piątek dwudziestego piątego listopad, sklepach ogłoszono czarny piątek, na wszystkich witrynach sklepowych pojawiły się wywieszki z informacjami jakie to niebywałe okazje każdy z tych sklepów oferuje. Podziałało to jak czerwona płachta na byka na ludzi i centra handlowe stały się tłoczne a ruch uliczny od wczesnych godzin rannych zapewne z okazji czarnego piątku również był wzmożony. Jednak ja nieczuły na wystawy witryn sklepowych zmierzałem do domu nieco podenerwowany niezwykłym tłokiem na drogach i zachowaniem dzielnych wyprzedażowych kierowców i kierowniczek. Czytaj dalej….

Ekstremalne płocie na bata.

Dublet płociOd października do dwunastego listopada czas minął mi jak mgnienie oka. Coś pożarło moje dni w sposób tak błyskawiczny że nawet tego nie byłem wstanie zauważyć. Ale wędkarskie serce zauważyło że koniec wędkarskiego roku coraz bliżej a wypraw na koncie bardzo znikoma ilość. A wędkarskiemu sercu było również żal gdyż wykorzystywałem urlop i nie było jak wyrwać się na jesienne płocie.  Musiałem dotrzeć do celu który sobie sam wyznaczyłem i odmalować mieszkanie tak jak obiecałem mojej połowie a że staram się założone cele osiągać. Wszystkie więc siły od świtu do później nocy zaangażowałem w remoncik i zmianę rozkładu naszego mieszkanka. Zwykle w zwyczaju miałem ryby w dniu Święta Niepodległości ale i tu prace nie pozwoliły na wyrwanie się nawet na sekundę nad wodę. Czytaj dalej….

Swiąteczne wędkowanie i zakończenie sezonu 2014.

20141224_131705-KopiowanieGrudzień bardziej przypominał mi marzec, temperatury w plusie po 8 stopni i noce w okolicach czterech, napawały mnie wędkarskim optymizmem i dawały nadzieję na wędkarską eksploatację roku aż do końca.
Zafascynowany zimnymi płociami i ich delikatnymi braniami, gryzłem wąsy z niemocy i braku czasu na wędkowanie. Kubłem zimnej wody było zapalnie oskrzeli najmłodszej mojej pociechy i straszenie nas szpitalem na święta. Przyznam że już kiedyś mieliśmy wraz małżonką nieprzyjemność spędzić święta, nowy rok oraz połowę stycznia w szpitalu drżąc o życie córki. Czytaj dalej….

Grudniowe wędkowanie.

20141201_120140-KopiowanieKoniec listopada i początek grudnia pozwoliły mi trochę powędkować chociaż bywało że przymrozki sprawiały mi psikusa i zamrażały wodę uniemożliwiając wędkowanie. Karpiki z zarybień nie nawiązywały kontaktu z wędkarzami i tylko czasami trafiała się jakaś dorodna płoć.
Ja chcąc namierzyć zimowe siedliska ryb i potwierdzić ich obecność w typowanych przeze mnie miejscach z uporem maniaka łowiłem przy użyciu moich wysłużonych Fedderów Mikado Trython. Miało to taka zaletę że mogłem badać spory obszar łowiska i chodziło tylko o namierzenie rybek. Następnie miałem zamiar poławiać je przy pomocy metod spławikowych. Toczyłem więc nierówna walkę z zamarzającymi przelotkami i plecionką. Ale udało mi się wymacać siedliska dużych płoci. Co mnie niezmiernie zdziwiło to ryby siedziały sobie na prawie płaskim blacie na około 3m głębokości. Czytaj dalej….

Wietrzny bat.

20141007_101139-KopiowanieDzień siódmego października mimo plusowej temperatury nie rozpieszczał pogodą silne podmuchy wiatru zmusiły do zabrania dodatkowych nie przewiewnych warstw odzieży. Ja wstałem w okolicach godziny 8 i zapakowałem wszystkie karpiowe graty do magicznego pojazdu marki vw. Około godziny dziewiątej wyruszyłem w stronę glinianek w celu odbycia karpiowej zasiadki i wytestowania kilku nowych konstrukcji i modyfikacji przyponowych. Szczęśliwy byłem już w połowie drogi planując taktykę na dzień połowów. Gdy odezwał się znienawidzony przeze mnie gadżet zwany potocznie telefonem komórkowym. Odebrałem i otrzymałem komunikat o skończeniu się butli z gazem, przyznam ze po pewnym przykrym zdarzeniu związanym z ulatniającym się gazem osobom uprawnioną do wymiany w domu jestem ja. Czytaj dalej….

Ojcowska duma.

DSC_1738-KopiowanieDzień 27 marca 2014 był niezwykle przyjemny słoneczny ale nieco jeszcze chłodny, jednak słoneczko po deszczach i ochłodzeniach jest zawsze miłą odmianą, w tak piękne dni jakoś człowiekowi idzie wszystko lepiej i w pracy się poukłada  a i w domu co nieco się zrobi generalnie mówiąc chce się wszystkiego człowiek jest pełen energii i chęci. Więc po pracy pełen chęci i energii wróciłem do domu gdzie na podwórku przywitała mnie córka z żona od furtki krzycząc tato jedziemy na ryby, słysząc to od dziecka skierowałem w stronę małżonki spojrzenie przy którym  przysłowiowe oczy kota z  Shrek’a były niczym  i uległa. Szybko więc skonsumowałem obiad wypiłem kawę na dwa łyki  i w cztery minuty przeniosłem graty ze złomka do rodzinnej skody w trakcie tej operacji okazało się że zapomniałem białe i pinkę wyciągnąć z auta, ale dzięki chłodnej pogodzie przechowała się wyśmienicie. Czytaj dalej….

Niedzielna bezsenność.

20140323_074133-KopiowanieW niedzielę 23.03.2014 jakoś nie bardzo mogłem spać jako że rzadko mam problemy ze spaniem (stwierdzenie  to należy czytać ze potrafię usnąć nawet na stojąco), to bardzo minie fakt bezsenności zirytował.  Więc leżałem sobie od godziny 4 w łóżku i myślałem jak by tu zmusić się do przespania jeszcze kolejnych kilku godzin i nic nie przychodziło mi do głowy, alkohol w grę nie wchodził ponieważ jestem wiecznym niedzielnym kierowcą który musi obsłużyć swoją familię na drodze dom kościół i kościół dom, a jak wiadomo jeżdżenie pod wpływem nie jest dobre ani dla otoczenia ani dla samego kierującego. Wytrzymałem w łóżku do godziny 5 i tylko jedna myśl przyszła mi do głowy ryby jadę do 10 i postanowione. Czytaj dalej….

Piątkowa godzina.

20140314_122332-KopiowanieWszelkie prognozy dotyczące brań ryb wskazywały na dzień 14.03.2014 jako obiecujący a nawet bardzo obiecujący. A ja będąc na urlopie nie potrafiłem znaleźć wolnego czasu na  połapanie ryb. Jeszcze od rana jak na złość wszystko szło nie tak jak powinno i się psuło co powodowało u mnie raczej czarny nastrój w tak słonecznym dniu. Ale dalszym następstwom dnia który tak paskudnie się zaczął zapobiegła moja małżonka mówiąc „Kotek nie denerwuj się pojedź na ryby i odpocznij chwilę, zrób sobie chwilę przerwy”. W ten sposób uzyskawszy przepustkę wybrałem się na glinianki w celu uspokojenia skołatanych nerwów i zrelaksowania się odrobinkę. W czasie pakowania samochodu do wyprawy dołączył jeszcze najmłodszy brat który podjął się operować aparatem w którym po chwili wyczerpały się jak na złość akumulatory i resztę fotek dopstrykał telefonem. Czytaj dalej….