Niedzielny Komin i Glinianki.

dsc_0247Październik co raz bardziej się rozkręcał a ja starałem się w wirze obowiązków i zadań nadrobić chociaż kilka wypraw na ryby. Plany na rok 2016 miałem ambitne jednak jak to w życiu bywa poprzestawiały mi się priorytety i dowiedziawszy się w maju o tym że po raz kolejny zostaliśmy wraz z małżonką pobłogosławieni potomkiem na pierwsze miejsce wysunęła się rodzina. Mimo że nie miałem zbyt wiele czasu na łowienie to udało mi się pobić trzykrotnie mój PB a i ilość ryb była również imponująca. Wracając do wypraw bardzo chciałem odwiedzić zbiornik  o nazwie „KOMIN” który od chyba trzech lat  jest zbiornikiem złów i wypuść. Usytuowany jest on w miejscowości Mechnice i jest to wyrobisko po nieczynnej już cegielni. Czytaj dalej….

Nocne czerwcowe wyprawy z córeczką.

DSC_0243-Kopiowanie (1)Maj zbliżał się do końca swoich przecudownych dni jeden z najbardziej łownych miesięcy mijał wyjątkowo słabo przeze mnie eksploatowany. Pomijając sporadyczne wypady na których amury nauczyły mnie pokory i zmusiły do kombinowania nic ciekawego wędkarsko w moim życiu się nie działo.  Dodatkowo obłożenie sprawami służbowymi powodowało nostalgię i tęsknotę za cudownymi chwilami spędzonymi nad wodą.  Ale jak człowiek jest dostatecznie uparty i konsekwentny to potrafi wszystkie przeszkody obejść i spowodować pojawienie się nad wodą w celu zażycia odrobiny relaksu. Czytaj dalej….

Październikowy Ademac.

100_0603-KopiowanieUrlop płynął sobie spokojnie przerywany wyprawami wędkarskimi, ja po dwóch tygodniach odzyskałem swój normalny stoicki stan. Rozleniwiłem się coraz bardziej i w końcu naprawdę zacząłem wypoczywać. Każdy dzień przynosił ukojenie i odbudowywał z powrotem więzy z dziećmi których w końcu jakiś czas nie widziałem. Życie zaczęło przypominać sielankę nawet najdroższa połowa przyzwyczaiła się do moich małych wypraw wędkarskich i nie widziała w nich już nic złego bo z każdej wracałem coraz bardziej wypoczęty i uśmiechnięty. Od tygodnia nie korzystałem z telefonu i nie słyszałem znienawidzonych dźwięków dzwonka tego przeklętego urządzenia. I tak na przemyśleniach mijał mi poranek dnia 10 października gdy został zakłócony wyżej wspominanym dźwiękiem. Z nienawiścią spojrzałem na ekranik i wypuściłem powietrze to tylko Darek a On dzwoni zazwyczaj w rybnych sprawach. Więc odebrałem i słyszę ucieszony głos Darka że zarezerwował stanowisko 9 na łowisku Ademac w Pruszkowie. Czytaj dalej….

Sumikowy Feeder.

20141009_095854-KopiowanieMiałem wielką ochotę wybrać się z wędką odległościową nad glinianki. Wykonałem wiec szybki rekonesans i stwierdziłem że zalegające na powierzchni wody liście uniemożliwiły użycie wędki odległościowej. Więc w dniu 09.10 wybrałem się na ulubione glinianki z feederem w celu zażycia najwspanialszego relaksu jaki znam; No…. może prawie ale wędkarze domyśla się o co mi chodzi. Ponieważ został mi całkiem niezły zapas zanęt i robactwa postanowiłem trochę go wykorzystać i spróbować swoich sił w metodzie którą cenię bardzo. Jeżeli chodzi o sprzęt to w Fedderach w tym roku nic się nie zmieniło i korzystam nadal z moich Mikado tryton Fedder i kołowrotków York Tontor 4004, myślę że jeszcze ze dwa sezony wytrzymają i dadzą mi sporo radości z poławianych przy ich pomocy ryb. Zestawy zbudowałem bez kombinacji w sposób najprostszy z możliwych Czytaj dalej….

Wietrzny bat.

20141007_101139-KopiowanieDzień siódmego października mimo plusowej temperatury nie rozpieszczał pogodą silne podmuchy wiatru zmusiły do zabrania dodatkowych nie przewiewnych warstw odzieży. Ja wstałem w okolicach godziny 8 i zapakowałem wszystkie karpiowe graty do magicznego pojazdu marki vw. Około godziny dziewiątej wyruszyłem w stronę glinianek w celu odbycia karpiowej zasiadki i wytestowania kilku nowych konstrukcji i modyfikacji przyponowych. Szczęśliwy byłem już w połowie drogi planując taktykę na dzień połowów. Gdy odezwał się znienawidzony przeze mnie gadżet zwany potocznie telefonem komórkowym. Odebrałem i otrzymałem komunikat o skończeniu się butli z gazem, przyznam ze po pewnym przykrym zdarzeniu związanym z ulatniającym się gazem osobom uprawnioną do wymiany w domu jestem ja. Czytaj dalej….

Październikowy pech.

20141006_112249-KopiowaniePaździernik miesiąc w którym jesień zaczyna gościć już na dobre. I nad wodą możemy obserwować wspaniałą paletę barw którą oferuje nam przyroda, malując liście w jesienne barwy. Miałem okazję połowę września spędzić na łonie przyrody i obserwować wspominane zmiany. Niestety nie był to wypad związany z wędkarstwem, tylko z pracą a jak wiadomo każda praca męczy. Niektórych męczy zarówno fizycznie i psychicznie. Ja należąc do grupy zawodowej, w której stres to codzienność . Wyczerpałem naładowane w sierpniu akumulatory. Właśnie jesienią przypadł mój czas na wykorzystanie urlopu wypoczynkowego. W zasadzie planowałem go wykorzystać na przełomie sierpnia i września. Jednak życie w sposób tradycyjny zagrało mi na nosie, a przełożeni stwierdzili że realizacja zadań jest ważniejsza niż mój urlop i połowy epickich wrześniowych karpi. Czytaj dalej….

Sierpniowy weekend na Łowisku Ademac.

100_0516-KopiowanieSierpień to czas kiedy wszelka ryba czując powoli nadchodzącą jesień zaczyna szukać wszystkiego czym tylko mogła by sobie napchać brzuch i po lipcowej stagnacji zaczyna w końcu porządnie żerować, Owszem tylko ja jak zwykle nie mam czasu by udać sprawdzić czy żeruje rybka czy też nie żeruje.

Czasami los do człowieka się uśmiecha i gdy na korytarzu spotkałem wędkarskiego kompana Darka, ten z uśmiechem oznajmił że zarezerwował 4 i 5 na łowisku komercyjnym Ademac i jedzie na cały długi weekend i oczywiście spytał się czy mam ochotę się wybrać.
Lubię jak ktoś pytania retoryczne w sprawie mojej ochoty na ryby zadaje więc mimo że odpowiedź była mu już zapewne wcześniej dobrze znana odpowiedziałem że oczywiście. Czytaj dalej….

Wedkowanie coś więcej niż pasja.

100_0491-KopiowanieCzas płynie i przemija człowiek pędzi przed siebie i coraz rzadziej jest wstanie zatrzymać się i zastanowić nad sobą i swoim życiem, jesteśmy niewolnikami czasu i pędzimy przez życie coraz szybciej, wszystko musi być od razu natychmiast, można odnieść wrażenie że czas staje się najcenniejszą wartością bo ciągle go nam brakuje. Ja również można powiedzieć jak większość stałem się niewolnikiem czasu napięcia związane z zaległościami po półtorej miesięcznym urlopie i nawarstwienie zadań służbowych spowodowało u mnie przemęczenie a pomoc w remoncie i opieka nad najmłodszym członkiem rodziny chroniczne niedospanie. Całość tych napięć spowodowała u mnie stan, który można by porównać do stanu bomby atomowej ułamek sekundy przed wybuchem i niewiele brakowało abym wybuchnął. Roztaczałem w okuł siebie taką aurę że zaczęły mnie unikać dzieci a gdy brałem Wiktora na ręce ten natychmiast się wyrywał i płakał. Córka wolała iść do dziadków na bajki niż do mnie i tam też zasypiała.

Moja małżonka znalazła lekarstwo na moje problemy i w piątek pierwszego sierpnia zarządziła wypoczynek i zero pracy po pracy. Pojechaliśmy więc z dziećmi na zakupy gdzie jakoś postanowiłem wynagrodzić im przebywanie w towarzystwie osobnika którego aurę można by było porównać do aury dementora z Harrego Pottera. Czytaj dalej….

Majówka na łowisku Ademac.

20140503_091401-KopiowanieMajówka jak co roku miała być pod znakiem karpia w tym roku postanowiłem jednak skorzystać z zaproszenia kolegi Darka i spędzić majową nockę na łowisku komercyjnym.

Cały tydzień czekałem na dzień 2 maja aby wybrać się i nałowić do woli  karpi na nowo otwartym łowisku Ademac  w Prószkowie.

Telefony z łowiska były optymistyczne każdy coś tam połowił padła i siódemka i ósemka i całkiem przyzwoite amury a i częstotliwość brań była wystarczająca. Czytaj dalej….

Ojcowska duma.

DSC_1738-KopiowanieDzień 27 marca 2014 był niezwykle przyjemny słoneczny ale nieco jeszcze chłodny, jednak słoneczko po deszczach i ochłodzeniach jest zawsze miłą odmianą, w tak piękne dni jakoś człowiekowi idzie wszystko lepiej i w pracy się poukłada  a i w domu co nieco się zrobi generalnie mówiąc chce się wszystkiego człowiek jest pełen energii i chęci. Więc po pracy pełen chęci i energii wróciłem do domu gdzie na podwórku przywitała mnie córka z żona od furtki krzycząc tato jedziemy na ryby, słysząc to od dziecka skierowałem w stronę małżonki spojrzenie przy którym  przysłowiowe oczy kota z  Shrek’a były niczym  i uległa. Szybko więc skonsumowałem obiad wypiłem kawę na dwa łyki  i w cztery minuty przeniosłem graty ze złomka do rodzinnej skody w trakcie tej operacji okazało się że zapomniałem białe i pinkę wyciągnąć z auta, ale dzięki chłodnej pogodzie przechowała się wyśmienicie. Czytaj dalej….