Ten dzień i ta ryba.

Dzień dwudziesty drugi marca nie przypominał wiosny a w zasadzie pełnię zimy. Cztery stopnie na minusie wiatr oraz opady śniegu nie nastrajały do połowu ryb. Wstałem nieco po piątej rano i siorbiąc małą czarną, rozważałem zasadność mojej wizyty na łowisku. Gdzieś tam w ręce zaplątał mi się telefon z powiadomieniem od znajomego na grupie na którym prezentował on dość przyjemną rybę. To przeważyło szalę ubrałem się w bieliznę termo i wykradłem małżonce odrobinę cynamonu do kawy. Poprawiając kocyk na najmłodszym synu który smacznie spał w pokoju obok, na paluszkach wymknąłem się z domu. W miedzy czasie przy kawie przełożyłem poumawianych ludzi na inny dzień postanawiając w ciszy i spokoju połowić sobie karpi.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Pierwszy dzień wiosny.

W sobotę dwudziestego pierwszego marca przypadał pierwszy dzień wiosny jednak pogoda wiosenna wcale nie była. Deszcz i zimne podmuchy wiatru nie zachęcały do spędzenia czasu nad wodą. Ja jednak przezornie spakowałem do mojego auta model do wywozu i ciężkie karpiowe gruntówki. Uzbrojony w taki zestaw udałem się na łowisko gdzie ponownie skoro świt poumawiałem się z wędkarzami na wniesienie opłat za licencje.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Ostatni dzień zimy.

W piątek dwudziestego marca zdawałem służbę ochrony przejść granicznych naszej ojczyzny. Jak to zwykle bywa przy wrodzonej rozmowności ciężko było wyjść z pracy wiec gdzieś w okolicy godziny 12:00 postanowiłem w drodze powrotnej zajrzeć na moje łowisko i rzucić okiem co się tam wydarzyło w czasie dwudziestocztero godzinnej nieobecności. Pogoda była cudowna i wiosenna temperatura ponad dwadzieścia stopni pozwoliła paradować w samym podkoszulku. Z przyjemnością więc witając ciepłe promienie słońca wyszedłem na mały spacer z samochodu. Już pierwszy rzut oka pozwolił rozpoznać samochód prezesa i kolegi Jacka więc na łowisku nie byłem sam.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Marcowy feeder na bogato.

W sobotę czternastego marca  postanowiłem chociaż odrobinę oderwać myśli od panoszącego się w Polsce korono wirusa. Zawitałem więc na puste tego dnia łowisko z myślą o połowieniu karpi na metodę i przy okazji umożliwienia wniesienia opłat kolegom wędkarzom. Uzbroiłem się więc w ciepłe napoje butlę płynu do odkażania i skoro świt o godzinie 7:00 rozkładałem sprzęt na ukochanym łowisku. Pogoda tego dnia mimo że słoneczna, przeraźliwie zimnymi podmuchami wiatru. Bardzo szybko zmusiła mnie do przywdziania pełnego zimowego kombinezonu.  Ustawiłem więc mój pojazd w sposób który najbardziej osłaniał mnie od wiatru.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Potencjalna dwudziestka.

Polskę w swoje ręce chwyciła panika związana z panującym zagrożeniem corona wirusem. Poniedziałek dnia dziewiątego marca był dniem gdy i ja wydałem dyspozycje by małżonka wyruszyła na sklepy w poszukiwaniu cukru, ryżu, makaronu, mąki i papieru toaletowego. Okazało się że w brew panującym  w mediach społecznościowych pogłoską. Udało jej się nabyć zlecone artykuły w pierwszej napotkanej Biedronce. Co nieco uspokojony postanowiłem mimo wszystko nie ryzykować i wędkarzy chcących wykupić licencje na 2020 rok umówiłem nad łowiskiem. Czekając niecierpliwie na nich odebrałem telefon że jeden z nich spóźni się około godziny, wiadomo jak to bywa z pracą.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Marcowa metoda.

Nim się obejrzałem nadszedł marzec. Miałem zamiar spędzić go ambitnie gdyż ryby w wodzie wyczuły nadchodzącą wiosnę i nadszedł ten magiczny okres szalonych brań i rybiej obfitości. Pierwszy marca niestety przyniósł mi tylko nerwy z powodu zaśmieconego łowiska i zniszczonej trawy wypalonej pozostałościami grilla okraszonego kilkoma stopionymi butelkami i masą kiepów. Wściekły wracałem do domu niestety zaparowany obiektyw rozszczelnionej kamery uchronił sprawców zaistniałej sytuacji od odpowiedzialności. Ale nic ich nie ominie spotkamy się kiedyś nad wodą charakterystyczny kemping i pojazdy pozwolą na identyfikację i wymianę uprzejmości.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Deszczowy lutowy feeder.

Błyskawicznie swoim zwyczajem nadszedł weekend. W głowie od razu zaczęły kiełkować wędkarskie plany na jakiś mały wypadzik. Tradycyjnie w chłodnej porze przeżywałem wewnętrzną rozterkę. Którą metodę wędkowania wybrać. Siedziałem rozmyślałem aż zdałem sobie sprawę z tego że przecież moje koło działa na czynie społecznym w sobotę 22.02.2020. Nie wypadało za bardzo chłopaków zostawiać samych sobie. Więc w sobotę punkt ósma ze spiningiem macałem wodę w poszukiwaniu okoni. Niedługo pocieszyłem się wędkowaniem gdyż usłyszałem nadjeżdżające pojazdy kolegów zmierzających na czyn. Szybko więc złożyłem wędki przebrałem się w bardziej zdatne do brudnej pracy ubrania i złapawszy za szpadel pobiegłem na miejsce zbiórki. Gdzie wśród ciętego męskiego żartu wzrastało morale do pracy. Frekwencja dopisała więc gospodarz łowiska mógł podzielić ludzi na zespoły i zrealizować sporo zaległych prac. Więc sobota upłynęła pracowicie. Za to na świeżym powietrzu i w znakomitym towarzystwie. Przesunąłem więc wędkarskie plany na niedzielę 23.02.2020 i z tą myślą czekałem niecierpliwie niedzieli.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Październikowe ukojenie.

Jesień wkraczała coraz bardziej w swoją urokliwą fazę malując coraz więcej liści w przecudne barwy. Ja z bólem serca jeździłem w różnych ważnych sprawach z rodzicami, który chwilowo wyłączeni są z prowadzenia pojazdów. Tak właśnie przepadały moje szanse na codzienne ryby, które planowałem w czasie, gdy przyszło mi pełnić dyżury w ciągu nocy w pracy. Oczyma wyobraźni widziałem jak w malowniczej scenerii wypoczywam nad wodą i chłonę całym sobą otaczające mnie piękno. Już raz sprawa miała się tak daleko, że rozkładałem już wędki by połowić, co nieco i telefon przekreślił wszystko gdyż w potrzebie był niesprawny ruchowo przyjaciel rodziny.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Październikowe złoto.

Październik zagościł na dobre w naszym pięknym kraju. Powoli zaczął malować liście drzew czerwienią, żółcią, pomarańczem i brązem. W górach spadł pierwszy śnieg a w powietrzu było czuć mroźnie ukłucia. Temperatura wody oscylowała w okolicy dziesięciu stopni, co w połączeniu z porywistym mroźnym wiatrem i początkowo zachmurzonym niebem w niedziele szóstego października dobrze nie wróżyło.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Październikowy nielegal.

Głodny wędkarskich wypraw niecnie próbowałem wygospodarować choć by dwie minuty nad wodą. W weekend nie było za bardzo szans nawy prawy wędkarskie troska o rodzinę i konieczność wizytowania taty szpitalu nie dawały nadziei na sukcesy wędkarskie. Cały tydzień woziłem sprzęt w aucie z myślą o małym chociaż by wypadzie nad wodę. Siedziałem i wzdychałem w końcu i do mnie los się uśmiechnął gdyż szefowa patrząc na mą umęczoną pracą twarz zlitowała się w piątek i pozwoliła wybrać coś z zaległych nadgodzin. Chociaż w zasadzie to zaległą godzinę bo oczywiście tuż przed wyjściem pojawiło się kilku petentów z pilną sprawą więc nie wypadało zostawić kolegów bez wsparcia.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij