Ostatni dzień urlopu

Urlop chyli l się ku schyłkowi a w zasadzie siedemnasty września był jego ostatnim dniem.  Moja małżonka w przededniu  ostatniego dnia który wywoływał u mnie chandrę przytuliła mnie i przepraszając  powiedziała że wie iż nie połowiłem na urlopie. Ja mimo wszystko uśmiechnąłem się i odpowiedziałem że to nie istotne bo i tak cudownie spędzałem czas z wami.

Czytaj dalej….

Rzutowa środa.

Schyłek urlopu postanowiłem wykorzystać stricte wędkarsko, niestety postanowienia postanowieniami a rzeczywistość rzeczywistością i nie bardzo mogłem pozwolić sobie na przesiedzenie kilku dni nad wodą na co miałem niezwykła chęć. Odseparować się od całego życia zapaść w dzicz i integrować się z naturą. Moja małżonka gotowa była przystać na taki wypad można powiedzieć że pakowałem po cichutku już kemping i miałem upatrzony ustronny zbiornik na którym tylko niewielu potrafi wędkować a jeszcze mniej osób zdaje sobie sprawę z jego lokalizacji przez co nie wspominam o nim na łamach mojego bloga.  Czytaj dalej….

Lipcowe karpie.

Lipiec przekroczył swoją połowę szybciej niż zdołałem się obejrzeć . Dorosłość przytłaczała moją osobę i ciągnąłem na resztkach energii. Byłem tak wymęczony że w żaden sposób nie potrafiłem się skoncentrować.  Potrzebowałem odpoczynku i chociaż odrobiny relaksu.  Czasami kosztem snu udawało mi się wyrwać na jakiś mini feeder czy tyczkę ale łowienie takie nie zapewniało mi należytej porcji relaksu i podniesienia poziomu energii moich wewnętrznych akumulatorów.  Wreszcie dzięki tygodniowemu urlopowi udało mi się wygospodarować cztery godzinny tylko dla mnie i połowić stricte karpiowo. Czytaj dalej….

Czwarte Zawody Karpiowe o Puchar D-cy 10 BLog.

Czas swoim zwykłym trybem mknął niczym błyskawica, nie zważając na nic uparcie i nieodwracalnie płynął. Wszystko w około poddawszy się jego rytmowi ulegało zmianie. A dominującym kolorem mojej okolicy była zieleń oraz srebra i złotości dojrzewających zbóż. Ostatnie sześć tygodni umknęło z mojego życia szybciej niż zwykle fakt, że realizacja postawionych zadań przynosi satysfakcję, zwłaszcza, gdy służy się tak jak ja z doborowymi ludźmi. Ludźmi, którzy reprezentują podobne wartości, które ja wyznaje wtedy przebywanie w towarzystwie takich osób jest wielkim zaszczytem i przyjemnością. Czytaj dalej….

Majowa jawa.

Czyniąc w nieznacznym stopniu plany na przyszłość spoglądałem w kalendarz i wdziałem w nim dwa duże eventy, które na ponad miesiąc wykluczały dla mnie możliwość uprawiania ukochanego hobby. Przerażony tą perspektywą postanowiłem dobić swoje akumulatory na zapas i spędzić maksymalnie dużo czasu nad wodą szukając ukojenia i kontaktu z rybami. Czytaj dalej….

Lutowy relaks z tyczką

Luty swoimi pierwszymi dniami przyniósł aurę wręcz wiosenną i w sposób bardzo szybki z okolicznych wód znikło pięciocentymetrowej grubości oblodzenie. Niedziela czwartego lutego była dobrym momentem by w raz z prezesem mojego koła Jarosławem zrobić odrobinę przerwy w pracach na łowisku które sukcesywnie od kilku tygodni było pogłębiane i przemodelowywane i po raz drugi zasiąść z tyczką nad wodą. Dodatkowym atutem lutowej niedzieli był fakt że moja małżonka i razem z nią pociechy wizytowały teściów więc miałem przynajmniej kilkanaście godzin wolnych od obowiązków głowy rodziny i zamierzałem spędzić je na łowisku.  Pojawiłem się nieśpiesznie około godziny trzynastej rozleniwiony spożytym wcześniej obiadem rozpocząłem przygotowania do łowienia. Po kilku chwilach wypakowywania sprzętu na łowisku pojawił się Jarek i oboje nieśpiesznie zrobiliśmy zanętę i przygotowaliśmy stanowiska. Czytaj dalej….

Świąteczna tyczka.

Czas w pracy zwolnił wszyscy powolutku poczuli ducha świąt i wybierali dni wolne chcąc spędzić czas rodzinnie. Zaledwie niewielka garstka nieszczęśników uwijała się jak w ukropie by z końcem roku zrealizować wszystkie przedsięwzięcia zlecone przez przełożonych. Miałem to „szczęście” że i ja przynależałem do tej garstki. O dniach wolnych nie mogło być mowy więc zagryzając zęby patrzyłem na całkiem przyjemną aurę i marzyłem o łowieniu zimnych płoci.
W moich akumulatorkach było coraz mniej prądu a ja musiałem je podładować, nadarzyła się po temu okazja dopiero dwudziestego szóstego grudnia. Pojawiłem się w okolicy godziny dwunastej nad wodą niespiesznie rozłożyłem tyczkę i wygruntowałem łowisko. Rozrobiłem nieco większą ilość zanęty i posłałem jej dwie trzecie w łowisko odczekałem chwilę i rozsiadłem się wygodnie na moim stołku. Spojrzałem na świat który mnie otaczał i całym sobą chłonąłem wszystko to co przyroda miała w tym dniu do zaoferowania. Czytaj dalej….

Karpiowe ostatki 2017

Czas płynął straszliwie szybko szereg spraw wypełniło mój rozkład dnia tak skutecznie że nie byłem wstanie nawet pomyśleć o wędkowaniu mimo wcześniejszych epizodów  z tyczką i spinningiem czułem wędkarski niedosyt a rok i wraz z nim zezwolenie powoli się kończyły. Na szczęście wielkimi krokami zbliżał się piętnasty grudzień a wraz z tym dniem zaplanowany i długo oczekiwany ostatni wypad na karpie w sezonie 2017 połączony z zakończeniem sezonu Sekcji wędkarskiej 10 Brygady Logistycznej.

W piątek piętnastego grudnia już o godzinie dwunastej stawiłem się na łowisku Ademac gdzie wraz z Darkiem przygotowaliśmy ognisko i po wrzuceniu wędek do wody oddaliśmy się dyskusją oczywiście poparliśmy dyskusję kilkoma złotymi argumentami siedząc w cieple przyczepy kempingowej patrzyliśmy jak coraz niżej schodząca temperatura zabiera coraz więcej z toni łowiska. Pokrywając go cieniutkim lodem. Klimat takiej zasiadki jest nie zapominany. Czytaj dalej….