Rodzinna majówka.


Majówkowy wypad rozpocząłem już dnia 30 kwietnia by ubiec innych wędkarzy i swobodnie rozbić się z kempingiem na upatrzonej wcześniej miejsówce. Przygotowania rozpocząłem już skoro świt  od obsługi kluczowej infrastruktury łowiska jaką jest toaleta. Porządne mycie i chlorowanie załatwiło problem z owadami i przykrym zapachem. W godzinach przedpołudniowych na łowisko wyholowałem moją przyczepę rozstawiłem przedsionek przy okazji wykorzystując uprzejmość kolegi Jacka który rzucał okiem na mój dobytek odbyłem jeszcze kilka kursów na łowisko by dostarczyć całe potrzebne akcesoria i żywność. W końcu w okolicy godziny siedemnastej do wody trafiły zestawy a ja cieszyłem się że będę mógł wyciągnąć spokojnie nogi i wypocząć. Moja sielanka nie trwała długo bo w jakieś pięć minut od wyciągnięcia umęczonego ciała na łóżku z drzemki wyrwał mnie dźwięk telefonu. Z którego po odebraniu rozległy się głosy dzieci z pytaniem “Tatusiu a możemy już dzisiaj przyjechać?”. No cóż mogłem powiedzieć innego jak “Tak”.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Kwietniowa rodzinna zasiadka.

Niedziela 26 kwietnia zapowiadała się cudownie, bardzo chciałem by po niedawnym zniesieniu obostrzeń moja rodzina zaznała jak najwięcej kontaktu ze słońcem i naturą. Podjąłem więc twardą męską decyzję że jadę na ryby wraz z rodziną. Małżonka oczywiście miała co nieco wątpliwości karmiona medialną propagandą, była nie na zżarty przerażona sytuacją z epidemią. Ja jednak mocno postawiłem na swoim wypowiadając mocne słowa  „Ja jadę na ryby z Wami lub bez Was” Wyszedłem z domu i spakowawszy sprzęt, wyruszyłem na ulubione łowisko.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Kwietniowy start.

Dwudziestego kwietnia polscy wędkarze odetchnęli wyrwani z jarzma obostrzeń wprowadzonych przez polski rząd w ramach walki z pandemią Covid-19. I ja mimo wykazywania obywatelskiego nieposłuszeństwa i ignorowania głupich zakazów chciałem w końcu połowić bez oglądania się za siebie. Smaczku łowieniu miał dodawać fakt że w pokrowcu rubinową barwą lśniły dwa nowe wędziska mające zastąpić w zestawie ucieczkowym starsze wędziska karpiowe. Tak bardzo chciałem poczuć ich pracę w czasie holu jakiejś przyzwoitej ryby. Jednak przeczucia jako alternatywę kazały mi zapakować mimo wszystko zestaw feederów do auta. Decyzja ta jak później się okazało była słuszna i to bardzo. Całe ulubione łowisko było zajęte pozostała więc opcja wędkowania na pozostałych stawach mojego koła i przerzucanie małych zarybieniowych karpików co mimo wszystko przy użyciu wędzisk feederowych było dość ciekawym i przyjemnym doświadczeniem.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Ten dzień i ta ryba.

Dzień dwudziesty drugi marca nie przypominał wiosny a w zasadzie pełnię zimy. Cztery stopnie na minusie wiatr oraz opady śniegu nie nastrajały do połowu ryb. Wstałem nieco po piątej rano i siorbiąc małą czarną, rozważałem zasadność mojej wizyty na łowisku. Gdzieś tam w ręce zaplątał mi się telefon z powiadomieniem od znajomego na grupie na którym prezentował on dość przyjemną rybę. To przeważyło szalę ubrałem się w bieliznę termo i wykradłem małżonce odrobinę cynamonu do kawy. Poprawiając kocyk na najmłodszym synu który smacznie spał w pokoju obok, na paluszkach wymknąłem się z domu. W miedzy czasie przy kawie przełożyłem poumawianych ludzi na inny dzień postanawiając w ciszy i spokoju połowić sobie karpi.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Pierwszy dzień wiosny.

W sobotę dwudziestego pierwszego marca przypadał pierwszy dzień wiosny jednak pogoda wiosenna wcale nie była. Deszcz i zimne podmuchy wiatru nie zachęcały do spędzenia czasu nad wodą. Ja jednak przezornie spakowałem do mojego auta model do wywozu i ciężkie karpiowe gruntówki. Uzbrojony w taki zestaw udałem się na łowisko gdzie ponownie skoro świt poumawiałem się z wędkarzami na wniesienie opłat za licencje.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Ostatni dzień zimy.

W piątek dwudziestego marca zdawałem służbę ochrony przejść granicznych naszej ojczyzny. Jak to zwykle bywa przy wrodzonej rozmowności ciężko było wyjść z pracy wiec gdzieś w okolicy godziny 12:00 postanowiłem w drodze powrotnej zajrzeć na moje łowisko i rzucić okiem co się tam wydarzyło w czasie dwudziestocztero godzinnej nieobecności. Pogoda była cudowna i wiosenna temperatura ponad dwadzieścia stopni pozwoliła paradować w samym podkoszulku. Z przyjemnością więc witając ciepłe promienie słońca wyszedłem na mały spacer z samochodu. Już pierwszy rzut oka pozwolił rozpoznać samochód prezesa i kolegi Jacka więc na łowisku nie byłem sam.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Marcowy feeder na bogato.

W sobotę czternastego marca  postanowiłem chociaż odrobinę oderwać myśli od panoszącego się w Polsce korono wirusa. Zawitałem więc na puste tego dnia łowisko z myślą o połowieniu karpi na metodę i przy okazji umożliwienia wniesienia opłat kolegom wędkarzom. Uzbroiłem się więc w ciepłe napoje butlę płynu do odkażania i skoro świt o godzinie 7:00 rozkładałem sprzęt na ukochanym łowisku. Pogoda tego dnia mimo że słoneczna, przeraźliwie zimnymi podmuchami wiatru. Bardzo szybko zmusiła mnie do przywdziania pełnego zimowego kombinezonu.  Ustawiłem więc mój pojazd w sposób który najbardziej osłaniał mnie od wiatru.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Potencjalna dwudziestka.

Polskę w swoje ręce chwyciła panika związana z panującym zagrożeniem corona wirusem. Poniedziałek dnia dziewiątego marca był dniem gdy i ja wydałem dyspozycje by małżonka wyruszyła na sklepy w poszukiwaniu cukru, ryżu, makaronu, mąki i papieru toaletowego. Okazało się że w brew panującym  w mediach społecznościowych pogłoską. Udało jej się nabyć zlecone artykuły w pierwszej napotkanej Biedronce. Co nieco uspokojony postanowiłem mimo wszystko nie ryzykować i wędkarzy chcących wykupić licencje na 2020 rok umówiłem nad łowiskiem. Czekając niecierpliwie na nich odebrałem telefon że jeden z nich spóźni się około godziny, wiadomo jak to bywa z pracą.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Marcowa metoda.

Nim się obejrzałem nadszedł marzec. Miałem zamiar spędzić go ambitnie gdyż ryby w wodzie wyczuły nadchodzącą wiosnę i nadszedł ten magiczny okres szalonych brań i rybiej obfitości. Pierwszy marca niestety przyniósł mi tylko nerwy z powodu zaśmieconego łowiska i zniszczonej trawy wypalonej pozostałościami grilla okraszonego kilkoma stopionymi butelkami i masą kiepów. Wściekły wracałem do domu niestety zaparowany obiektyw rozszczelnionej kamery uchronił sprawców zaistniałej sytuacji od odpowiedzialności. Ale nic ich nie ominie spotkamy się kiedyś nad wodą charakterystyczny kemping i pojazdy pozwolą na identyfikację i wymianę uprzejmości.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Deszczowy lutowy feeder.

Błyskawicznie swoim zwyczajem nadszedł weekend. W głowie od razu zaczęły kiełkować wędkarskie plany na jakiś mały wypadzik. Tradycyjnie w chłodnej porze przeżywałem wewnętrzną rozterkę. Którą metodę wędkowania wybrać. Siedziałem rozmyślałem aż zdałem sobie sprawę z tego że przecież moje koło działa na czynie społecznym w sobotę 22.02.2020. Nie wypadało za bardzo chłopaków zostawiać samych sobie. Więc w sobotę punkt ósma ze spiningiem macałem wodę w poszukiwaniu okoni. Niedługo pocieszyłem się wędkowaniem gdyż usłyszałem nadjeżdżające pojazdy kolegów zmierzających na czyn. Szybko więc złożyłem wędki przebrałem się w bardziej zdatne do brudnej pracy ubrania i złapawszy za szpadel pobiegłem na miejsce zbiórki. Gdzie wśród ciętego męskiego żartu wzrastało morale do pracy. Frekwencja dopisała więc gospodarz łowiska mógł podzielić ludzi na zespoły i zrealizować sporo zaległych prac. Więc sobota upłynęła pracowicie. Za to na świeżym powietrzu i w znakomitym towarzystwie. Przesunąłem więc wędkarskie plany na niedzielę 23.02.2020 i z tą myślą czekałem niecierpliwie niedzieli.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij