Listopadowa pełnia.

Gładko dobrnąłem do dnia czwartego listopada budząc się rano stwierdziłem że nie mogę zmarnować tak pięknej soboty zwłaszcza że poprzednią poświęciłem na rodzinne kiszenie kapusty na zimę. Ucałowałem rozkosznie śpiącą małżonkę i wymknąłem się z domu niczym duch. Sprawnie spakowałem auto i odrapawszy szyby z pierwszego tej jesieni szronu udałem się na moje glinianki. Planowałem jakieś pięć godzin łowienia przed powrotem do domu. Niebo było rozgwieżdżone a powietrze niezwykle rześkie. Nocne niebo rozjaśniała wspaniała pełnia łowisko wyglądało przecudownie w blasku księżyca skrzącym się w szronie pokrywającym trawę. W tym dniu w powietrzy czułem magię coś mi mówiło że ten zacny czas obdarzy mnie rybami.

Błyskawicznie byłem gotowy do wywózki i już w krótce fala wywoływana przez moją dzielną łódeczkę marszczyła nieruchomą toń łowiska w której odbijał się księżyc. Wywiozłem zestawy według wskazań echosondy w głębokie dołki na łowisku i chroniąc się przed chłodem skryłem się w aucie. Gdzie na pełnym regulatorze pracowało moje gazowe ogrzewanie. Po chwili gdy ciepło zniwelowało parę osiadłą na szybach miałem przewspaniały widok na zachodzący księżyc który krył się za pobliskim wzgórkiem.  Wczesny ranek nastroił minie niezwykle klimatycznie gdy księżyc skrył się całkiem przeniosłem swój wzrok na wschód gdzie uwidaczniały się pierwsze poblaski dnia. Czytaj dalej….

Potrzeba samotności.

W psychologii istnieje pojęcie piramidy potrzeb na trzecim miejscu specjaliści układający tą piramidę podają potrzebę przynależności jest to istotne dla większości społeczeństwa. Ja jednak z racji pracy z dużą ilością osób i posiadania licznej jak na obecne warunki rodziny chętnie pomiędzy trzecim a czwartym poziomem tej że piramidy umieściłbym potrzebę samotności.

Może wydawać się to dziwne jednak ja bardzo często potrzebuję być sam. Najlepiej jest gdy samotnie przebywam na łonie przyrody. W tedy gdy nie łowię mam czas na przemyślenia, muszę się wam przyznać że mój umysł stale stara się rozwikłać wiele problemów z różnych dziedzin. Wędkarstwo nie jest moim jedynym zajęciem i stale na mojej drodze pojawiają się problemy które muszę pokonywać. Lata dobrego wykształcenia gdzie byłem zmuszany do analiz i samodzielnego rozwiązywania problemów nauczyły mnie systematyki i cierpliwości w pokonywaniu przeszkód. Nie miałem jednak okazji od ponad pół roku pobyć sam i w mojej głowie kłębiło się milion myśli. Czytaj dalej….

Kawałek październikowego złota

Październik wszedł już prawię w drugą dekadę a mi tęskniło się za łowieniem karpi miałem co prawda mały wyjazd na karpia w nocy z soboty na niedzielę jednak bez większych efektów. Tak bardzo chciałem poprawić swoje łowienie w jesiennej stopniowo ochładzającej się wodzie które będąc szczerym mocno u mnie kuleje. Ale wracając z pracy zadałem sobie pytanie jak chcesz to osiągnąć skoro nie łowisz w takiej wodzie regularnie nie masz możliwości badania właściwości korekt ani regularnego śledzenia miejsc żerowania ryb. Dodając  do tego wszystkiego specyfikę i wysokie urozmaicenie dna wyrobiska na którym staram się poławiać karpie w mojej głowie pojawia się straszny bałagan.  Nie mniej moją zasadą jest przekuwanie pragnień w czyny więc po pracy w dniu dziewiętnastego października o godzinie szesnastej stawiłem się nad brzegiem mojego łowiska. Czytaj dalej….

Październikowy szał.

Październikowe dni mijały jak błyskawica ostatkiem tchu dobrnąłem do przedłużonego o jeden dzień weekendu a byłem wszystkim tak sfrustrowany że moim jedynym  marzeniem było pojawienie się nad wodą i  połowienie sobie w spokoju ryb. Niestety matka natura pokazała w swoją moc i w nocy z czwartku na piątek  wiejące z huraganową prędkością wiatry skutecznie uniemożliwiły wędkowanie. A zanik prądu i troska o rodzinę i tak nie pozwoliły by mi na opuszczenie domowego zacisza.  Spędzona niespokojnie noc  przyczyniła się do większego zmęczenia w związku z czym na ryby wybrałem się o godzinie czwartej dnia siódmego października. W głowie miałem gotowy plan na łowienie a przygotowane poprzedniego dnia wieczorem przypony i zestawy czekały w gotowości do użycia by maksymalnie przyśpieszyć moment posłania zestawów w łowisko przygotowałem wcześniej worki PVA.  Rozłożenie się zajęło mi dosłownie pięć minut i w chwilę po tym pierwszy zestaw został przetransportowany w miejsce połowu. Nie zdążyłem nawet napiąć zestawu a już miałem piękne agresywne branie co prawda karpiowej młodzieży ale zawsze karpia. Zwietrzyłem dobry dzień na ryby i po oporządzeniu malucha udało mi się wywieźć dwa zestawy w wytypowane miejsca. Czytaj dalej….

Wrześniowy spontan.

Nadszedł czternasty września i nadarzyła się okazja by ponownie pojawić się nad wodą. Wybrałem więcej wolnych godzin niż potrzebowałem na załatwienie spraw i zostało około trzech niewykorzystanych godzin przed powrotem planowym w okolicach godziny szesnastej do domu. Przypadkowo mam manię stałego wożenia sprzętu w aucie w razie gdyby się nadarzyła okazja do spontanicznego wypadu nad wodę i jak zapewne się domyślacie takowa okazja sama się pojawiła. Niby godziny mało sprzyjające wędkarskim eskapadom nie mniej gdybym miał się patrzeć na godziny to w tym roku nie połowił bym wcale. Łowię w takich godzinach w jakich mogę pojawić się nad wodą i przyznam że takie łowienie przynosi całkiem ciekawe rezultaty. Czytaj dalej….

Wrześniowe popołudnie.

Wrzesień nieustannie parł do przodu po wspaniale spędzonej rodzinnej niedzieli nad wodą nadarzyła się dla mnie wspaniała okazja do ponownego pobytu nad wodą w godzinach które w tym roku bardzo słabo eksploatowałem wędkarsko.

Wróciłem więc z pracy i dowiedziałem się że moje stado wyjeżdża na urodziny do dziadka Jurka z którym ja nie utrzymuję jakichkolwiek kontaktów. Korzystając z okazji po błyskawicznym obiedzie mogłem połowić kilka godzin w godzinach popołudniowych.

Przy okazji mojego wypadu na ryby naciągnąłem też prezesa , nieco po szesnastej stawiłem się nad wodą. Wypad miał być błyskawiczny, planując taktykę na połowy zarzuciłem myśl o łódce RC która jak by nie patrząc jest wspaniałym narzędziem, ale upośledza technikę rzutową. Na prędce rozłożyłem sprzęt i zrobiłem kilka worków PVA z pelletem  kulkami i moją waniliowo/alkoholową  zalewajką. Czytaj dalej….

Rodzinny wrześniowy weekend.

Wrzesień miesiąc który rok rocznie przynosi mi największe sukcesy wędkarskie i niezmiennie kojarzy mi się z rybami. Zawsze starałem się by ten jak że ważny dla wędkarzy miesiąc obfitował w wyprawy wędkarskie umożliwiające złowienie życiowych okazów. Wyobraźcie sobie najmilsi jak mocno  cierpiała moja wędkarska dusza gdy okienko w kalendarzu wskazywało koniec  pierwszej dekady września a ja nie maiłem możliwości czasowych na chociażby pięcio minutowy pobyt nad wodą. Serce bolało ale nie miałem innego honorowego wyjścia z sytuacji jak rzetelnie pracować. Czytaj dalej….

Sierpniowe refleksje

Czas pędzi nie ubłagalnie do przodu i bezpowrotnie przemija. W ten sam sposób przeminął mój urlop a ja po pierwszych dniach w pracy po prostu musiałem nad wodą się pojawić i posiedzieć w spokoju. Przy okazji układając w głowie kilka spraw.

Planowałem wyjazd na nockę z piątku na sobotę i z soboty na niedziele jednak plany planami a rzeczywistość rzeczywistością.  Jedyną możliwością obcowania z rybami były godziny wczesno poranne dnia trzynastego lipca. Nie przepuszczam żadnej szansy na pobyt nad wodą i punktualnie o godzinie czwartej trzydzieści  pojawiłem się na moich gliniankach. Rozłożyłem się z gratami i zaparzywszy kubeł kawy oddałem się przemyśleniom w oczekiwaniu na brania, układałem w głowie kilka spraw. Czytaj dalej….

Wyprawa na łowisko EL DORADO.

Urlop mknął niczym górski strumień i nim się obejrzałem nadszedł czas na spędzenie trzech dób na łowisku karpiowym EL Dorado położonym w miejscowości Kondradowa na obrzeżach Nysy.

Powiem wam najmilsi że z wyjazdem tym wiązałem wielkie nadzieje śledząc facebookowe wpisy gospodarza łowiska marzyłem że w końcu będę mógł się sprawdzić pod względem karpiowego rzemiosła.

Pokonałem więc moim wiekowym kempingiem dystans nieco przekraczający pięćdziesiąt kilometrów po bocznych szalenie malowniczych drogach. Podziwiając złocące się zboża i góry w tle. Towarzyszyła mi w tej ekspedycji moja kochana córeczka dla której również miał być to wyjazd roku oraz zarazem próba przetrwania kilku dni bez udogodnień dwudziestego pierwszego wieku. Czytaj dalej….

Nocne karpiowanie z Magdaleną.

Minął czerwiec i mimo masy wyzwań w pracy i w domu pozostawił po sobie masę cudownych wrażeń i sporo bardzo przyzwoitych ryb na mojej rozkładówce. Ale pozostawił również uczucie, uczucie niespełnionego obowiązku i odczucie zaniedbania dzieci. Tak się wam zwierzę, że jakikolwiek wyjazd powyżej doby z domu powoduje u mnie straszliwe uczucie tęsknoty za dziećmi i żoną i domem. Chociaż z drugiej strony emocje związane z powrotem taty są również wspaniałe nie mniej nie lubię gdy moje pociechy tęsknią do taty zbyt długo. Czytaj dalej….