Październikowy szał.

Październikowe dni mijały jak błyskawica ostatkiem tchu dobrnąłem do przedłużonego o jeden dzień weekendu a byłem wszystkim tak sfrustrowany że moim jedynym  marzeniem było pojawienie się nad wodą i  połowienie sobie w spokoju ryb. Niestety matka natura pokazała w swoją moc i w nocy z czwartku na piątek  wiejące z huraganową prędkością wiatry skutecznie uniemożliwiły wędkowanie. A zanik prądu i troska o rodzinę i tak nie pozwoliły by mi na opuszczenie domowego zacisza.  Spędzona niespokojnie noc  przyczyniła się do większego zmęczenia w związku z czym na ryby wybrałem się o godzinie czwartej dnia siódmego października. W głowie miałem gotowy plan na łowienie a przygotowane poprzedniego dnia wieczorem przypony i zestawy czekały w gotowości do użycia by maksymalnie przyśpieszyć moment posłania zestawów w łowisko przygotowałem wcześniej worki PVA.  Rozłożenie się zajęło mi dosłownie pięć minut i w chwilę po tym pierwszy zestaw został przetransportowany w miejsce połowu. Nie zdążyłem nawet napiąć zestawu a już miałem piękne agresywne branie co prawda karpiowej młodzieży ale zawsze karpia. Zwietrzyłem dobry dzień na ryby i po oporządzeniu malucha udało mi się wywieźć dwa zestawy w wytypowane miejsca. Czytaj dalej….