Dobry wiosenny poranek.

Wiosna dalej w swojej karasie urzekała moją duszę wszelkimi wspaniałościami  wiosenne cudowne zmęczenie spowodowało brak chęci  na nocne karpie z trzynastego na czternastego kwietnia i przyznam się szczerze że miałem w związku ze zmęczeniem niezmierną potrzebę wypróbowania nowego materaca.  Wypocząwszy znakomicie w sobotę czternastego kwietnia owiewany świeżą poranną bryzą już o piątej z groszami meldowałem się na łowisku.

W powietrzu unosił się ogrom zapachów a poranne trele ptaków nastrajały mnie jeszcze cudowniej. Tym razem nie byłem sam na łowisku umówiłem się z prezesem mojego koła na mały trening łowienia na zestaw skrócony dzień przed planowanymi zawodami spławikowymi  w mojego koła.
Słońce powolutku swoim brzaskiem budziło dzień nie ukazując jeszcze swej krasy zza horyzontu. A powietrze wypełnił przyjemny zapach dowilżanych zanęt tak to nieśpiesznie przekomarzając się z prezesem i  lekko sobie dogryzając szykowaliśmy się do wspólnego treningu. Czytaj dalej….

Kwietniowa wiosenna tyczka.

 

Na świecie od kilku tygodni zagościła wiosna, wspaniałe słoneczko swymi ciepłymi promieniami wybudziło z zimowej hibernacji przyrodę. Szaro bure drzewa okryły się bogactwem pąków i młodych listków a kwitnące gatunki przybrały kwiecistą już szatę. Świat nabierał soczystości młodej pełnej soków wiosennej trawy i eksplodował na nowo życiem. Wszędzie zagościła wiosna tylko nie w mojej duszy tam jeszcze trwała zimowa stagnacja. O dziwo nie spowodowana obowiązkami czy też brakiem czasu a pracami społecznymi na rzecz łowiska na które poświęcałem wszystkie wolne chwile. Nie zaprzeczę że w czasie nich miałem zawsze symbolicznie wędki w wodzie ale ten kto chce pracować a nie skupia się na łowieniu odnosi w tej materii raczej nikłe sukcesy. W sobotę siódmego kwietnia czara goryczy przelała się u mnie i wykonując szesnaście wykopów pod planowane nasadzenia lip stwierdziłem że na jakiś czas należy odłożyć prace społeczne i wreszcie oddać się pasji z całym zaangażowaniem jakiego od wędkarza skuteczne łowienie wymaga. Czytaj dalej….

Lutowy relaks z tyczką

Luty swoimi pierwszymi dniami przyniósł aurę wręcz wiosenną i w sposób bardzo szybki z okolicznych wód znikło pięciocentymetrowej grubości oblodzenie. Niedziela czwartego lutego była dobrym momentem by w raz z prezesem mojego koła Jarosławem zrobić odrobinę przerwy w pracach na łowisku które sukcesywnie od kilku tygodni było pogłębiane i przemodelowywane i po raz drugi zasiąść z tyczką nad wodą. Dodatkowym atutem lutowej niedzieli był fakt że moja małżonka i razem z nią pociechy wizytowały teściów więc miałem przynajmniej kilkanaście godzin wolnych od obowiązków głowy rodziny i zamierzałem spędzić je na łowisku.  Pojawiłem się nieśpiesznie około godziny trzynastej rozleniwiony spożytym wcześniej obiadem rozpocząłem przygotowania do łowienia. Po kilku chwilach wypakowywania sprzętu na łowisku pojawił się Jarek i oboje nieśpiesznie zrobiliśmy zanętę i przygotowaliśmy stanowiska. Czytaj dalej….

Pierwsza wyprawa 2018r.

Czas swoim zwyczajem płynął nieubłaganie do przodu dni nowego 2018r. upływały w tempie błyskawicy a szary zimowy krajobraz widziany z za okien wysysał ze mnie całe pozytywne emocje wprowadzając w zimową melancholię. Siedziałem sobie w niedzielny poranek siódmego stycznia i sącząc kubeł mocnej i dosmaczonej korzeniami kawy marzyłem o małym wypadzie na ryby. Spojrzałem w zaspane oczy małżonki i ona bez zapytania z mojej strony przyzwoliła prosząc abym wrócił szybko gdyż mamy na tą niedzielę co nieco planów. Czytaj dalej….

Świąteczna tyczka.

Czas w pracy zwolnił wszyscy powolutku poczuli ducha świąt i wybierali dni wolne chcąc spędzić czas rodzinnie. Zaledwie niewielka garstka nieszczęśników uwijała się jak w ukropie by z końcem roku zrealizować wszystkie przedsięwzięcia zlecone przez przełożonych. Miałem to „szczęście” że i ja przynależałem do tej garstki. O dniach wolnych nie mogło być mowy więc zagryzając zęby patrzyłem na całkiem przyjemną aurę i marzyłem o łowieniu zimnych płoci.
W moich akumulatorkach było coraz mniej prądu a ja musiałem je podładować, nadarzyła się po temu okazja dopiero dwudziestego szóstego grudnia. Pojawiłem się w okolicy godziny dwunastej nad wodą niespiesznie rozłożyłem tyczkę i wygruntowałem łowisko. Rozrobiłem nieco większą ilość zanęty i posłałem jej dwie trzecie w łowisko odczekałem chwilę i rozsiadłem się wygodnie na moim stołku. Spojrzałem na świat który mnie otaczał i całym sobą chłonąłem wszystko to co przyroda miała w tym dniu do zaoferowania. Czytaj dalej….

Grudniowy multi method day.

Grudzień mijał pracowicie a ja miałem zajęty kolejny weekend  służbą. Z biegiem lat pogodziłem się z takim układem pracy i zajęte święta i weekendy odbijam sobie zwykle wybierając należne za nie dni wolne. Służba z soboty na niedzielę była na tyle spokojna że należne trzy godziny snu wystarczyły by pokryć moje skromne zapotrzebowanie w tej materii. Więc dziesiątego grudnia tuż po zdaniu służby zdzwoniłem się z Darkiem by spędzić kilka miłych chwil z wędką na rybach. Na nasz cel wybraliśmy Dąbrowskie glinianki dlatego głównie że miałem tam ostatnimi czasy fantastyczne rezultaty. Czytaj dalej….

Grudniowe zimne płocie

Listopad minął mi szybko niczym mrugniecie okiem intensywny czas w pracy sprawił że dni miałem wypełnione zajęciami od rana do wieczora. Serce chciało nad wodę ale brutalna rzeczywistość nie pozwalała na spędzenie choć kilku minut nad wodą. Późna jesień to dla mnie osobiście szczególny czas, czas w którym zajmuję się z pasją rybami nie docenianymi w dzisiejszym wędkarskim światku. Jest to dla mnie czas zimnych płoci, uwielbiam spędzać go marznąc nad wodą i łowiąc ryby o których mogę tylko marzyć w ciepłe miesiące. Późna jesień to czas gdy gruba płoć żeruje wspaniale ale jest to również czas gdzie trzeba wykazać się nie lada finezją i wędkarskim kunsztem by połowić. Czytaj dalej….

Magia majowego poranka.

Maj przeważnie bywa dla mnie bardzo dynamiczny w pracy i życiu prywatnym. Zawsze z tego tytułu cierpi moja wędkarska dusza ponieważ uciekają mi najpiękniejsze wrażenia, krajobrazy wczesnych poranków i dźwięki wiosennej fauny. Szczęśliwie pobyt na ćwiczeniu poligonowym wśród przyrody dostarczył co nieco kontaktu z przyrodą ale brakowało przed oczyma tafli wody i wędzisk malowniczo sterczących nad wodą. W tym roku maj nie był różny od lat poprzednich i wiele się wydarzyło zarówno w życiu prywatnym i zawodowym. Na szczęście końcówka maja była bardziej dla mnie przychylna i udało się wygospodarować co nieco czasu na małą nockę którą planowałem na dzień dwudziesty szósty na dwudziesty siódmy maja. Jednak plany planami a zmęczenie zmęczeniem i usypiając moje pociechy. I ja zapadłem w objęcia morfeusza i zasnąłem razem z dziećmi. Obudził mnie mój najmłodszy syn wiercąc się domagał się zmiany pieluchy. Zająłem się więc najmłodszym Wojciechem i postanowiłem że muszę chociaż na chwilę pojawić się nad wodą. Czytaj dalej….

Tyczka uczy pokory.

Jak wiecie szanowni  czytelnicy mojego bloga od niespełna trzech miesięcy stałem się posiadaczem tyczki i mimo braku czasu staram się pojawić nad wodą i potrenować nową dla mnie metodę łowienia.  Ostro kombinując udało mi się wygospodarować kilka chwil na mały wypad z tyczką w dniu szesnastego maja.  Chciałem się nałowić przed ćwiczeniem poligonowym i posiedzieć w ciszy nad wodą zwłaszcza że pogoda była wręcz wymarzona do tego by miło spędzić czas i potrenować łowienie zestawem skróconym. W tajemnicy przed małżonką spakowałem auto i po ogarnięciu porannych wizyt w urzędach w okolicy godziny jedenastej pojawiłem się nad wodą.  Czytaj dalej….

Czwarto majowy wypad z tyczką.

Długi weekend majowy udało mi się spędzić jak zakładałem z rodzinną. Z racji niepewnej pogody postanowiłem nie przedłużać  sobie weekendu i nie wykorzystywać dodatkowych dni wolnych. Przyznam się do kilku wyjazdów nocnych w terminach od drugiej w nocy do szóstej rano jednak bez większych efektów poza jednym ładnym karpikiem, którego z racji posiadania jedynie komórki nie udało mi się uwiecznić.  Mimo wszystko powrót do pracy wywołał u mnie jakiś taki szok że musiałem się wyciszyć nad wodą i zrelaksować się odrobinę. Wróciłem więc do domu i poprosiłem moją połowę o pozwolenie wyjazdu na ryby. Moja najdroższa spojrzała w moje oczy zmęczone i wyraziła zgodę. Czytaj dalej….