Po Turawie łódką rejs.

Sierpień zmierzał do końca swych ciepłych dni nadeszła niedziela 23 i przy śniadaniu zostałem zaskoczony przez swoja rodzinę pytaniem „Tato a pojedziemy popływać łódką”. Odpowiedź może być tylko jedna zwłaszcza, że aura dopisuje a lody są smaczne w Turawie gdzie cumuję jedną ze swoich łodzi.  Małżonka zaakceptowała plan a my, co prawda w niepełnym składzie gdyż średni syn wizytował dziadków wyruszyliśmy na podbój jeziora Turawskiego. Pogoda była zacna aura dopisywała wiec już po drodze zaliczyliśmy lodziarnię by, co nieco schłodzić się w ten zacny upalny dzień. Po przybyciu na Rybaczówkę w Turawie przygotowałem łódkę do pływania i zmuszony byłem zamontować ponownie silnik, który z racji wypracowanych motogodzin wymagał czynności serwisowych.

Czytaj dalej….

Bieszczadzki sen.

„ I wtedy w nas się zapala wieczny bieszczadzki ogień” tym krótkim cytatem z utworu SDM Bieszczadzkie Anioły, wypada rozpocząć ten wpis. W końcu w okolicach dwudziestego czerwca udało się rodzinnie na dwa tygodnie wybyć w Bieszczady i zrealizować marzenie, które towarzyszyło mi i małżonce od czasów młodości. Jednak studia, praca, założenie rodziny i młody wiek dzieci nie pozwalało na taką eskapadę. Do pokonania mieliśmy ponad 500 kilometrów wcześniej jednak trzeba było przeżyć proces pakowania się i gdy tylko zamknęły się za nami drzwi domu poczuliśmy prawdziwy Bieszczadzki zew. 

Czytaj dalej….

Sandaczowa gorączka.

Długo oczekiwany start sezonu sandaczowego 2020 zbliżał się wielkimi krokami a ja ogarnięty gorączką połowu tego drapieżnika o niczym innym nie mogłem myśleć. W mojej głowie stale przewijały się miejscówki i taktyki które miały prowadzić do kontaktu z rybami. Pikanterii całej sprawie dodawał fakt że sezon 2020 startowałem z własną łodzią z silnikiem spalinowym co dawało mi pełną niezależność i swobodę w poruszaniu się po zbiorniku Turawa.

Czytaj dalej….

Karpiowe ostatki 2017

Czas płynął straszliwie szybko szereg spraw wypełniło mój rozkład dnia tak skutecznie że nie byłem wstanie nawet pomyśleć o wędkowaniu mimo wcześniejszych epizodów  z tyczką i spinningiem czułem wędkarski niedosyt a rok i wraz z nim zezwolenie powoli się kończyły. Na szczęście wielkimi krokami zbliżał się piętnasty grudzień a wraz z tym dniem zaplanowany i długo oczekiwany ostatni wypad na karpie w sezonie 2017 połączony z zakończeniem sezonu Sekcji wędkarskiej 10 Brygady Logistycznej.

W piątek piętnastego grudnia już o godzinie dwunastej stawiłem się na łowisku Ademac gdzie wraz z Darkiem przygotowaliśmy ognisko i po wrzuceniu wędek do wody oddaliśmy się dyskusją oczywiście poparliśmy dyskusję kilkoma złotymi argumentami siedząc w cieple przyczepy kempingowej patrzyliśmy jak coraz niżej schodząca temperatura zabiera coraz więcej z toni łowiska. Pokrywając go cieniutkim lodem. Klimat takiej zasiadki jest nie zapominany. Czytaj dalej….

Grudniowy multi method day.

Grudzień mijał pracowicie a ja miałem zajęty kolejny weekend  służbą. Z biegiem lat pogodziłem się z takim układem pracy i zajęte święta i weekendy odbijam sobie zwykle wybierając należne za nie dni wolne. Służba z soboty na niedzielę była na tyle spokojna że należne trzy godziny snu wystarczyły by pokryć moje skromne zapotrzebowanie w tej materii. Więc dziesiątego grudnia tuż po zdaniu służby zdzwoniłem się z Darkiem by spędzić kilka miłych chwil z wędką na rybach. Na nasz cel wybraliśmy Dąbrowskie glinianki dlatego głównie że miałem tam ostatnimi czasy fantastyczne rezultaty. Czytaj dalej….

Okoniowe szaleństwo.

Październik w swoich wspaniałych słonecznych dniach po ponad tygodniu pluchy szarówki i zimna uraczył nas w swej wspaniałości przepiękną paletą barw liści. Co bardziej wytrzymałe na niskie temperatury drzewa pozostały w pełni zielone a niektóre liście pogubiły całkiem. Siedząc w pracy oczu nie mogłem oderwać  od parku złożonego z topól, lip i klonów. Ich jesienne barwy wywoływały w sercu tęsknotę tęsknotę za przebywaniem na łonie natury i chłonięciem tego wszystkiego co jesień oferuje oczom uszom i powonieniu.  Praca zawodowa i rodzina stała naprzeciw hobby któremu zaprzedałem serce skutecznie uniemożliwiając  nacieszenie się tym wspaniałym spektaklem przyrody. Czytaj dalej….

Antystresowy spinning.

Okoń glniankiCały tydzień napięć w pracy i choroba córki zanieczyściły moją aurę do tego stopnia że do mojego życia zakradła się frustracja. W końcu dobrnąłem do  piątku dwudziestego pierwszego października. Wracałem na  pół żywy do domu a po bagażniku samochodu tłukły się spinningi.  Nie wytrzymałem i postanowiłem zajrzeć chociaż na trzydzieści minut na lokalne gliniaki aby spróbować swojego szczęścia z pasiakami.  Po przybyciu na łowisko ubrałem polaryzacyjne okulary i zawiązałem na szybko bocznego troka na mojej okoniowej  wędce ze stajni robinsona. Czytaj dalej….