Październikowe ukojenie.

Jesień wkraczała coraz bardziej w swoją urokliwą fazę malując coraz więcej liści w przecudne barwy. Ja z bólem serca jeździłem w różnych ważnych sprawach z rodzicami, który chwilowo wyłączeni są z prowadzenia pojazdów. Tak właśnie przepadały moje szanse na codzienne ryby, które planowałem w czasie, gdy przyszło mi pełnić dyżury w ciągu nocy w pracy. Oczyma wyobraźni widziałem jak w malowniczej scenerii wypoczywam nad wodą i chłonę całym sobą otaczające mnie piękno. Już raz sprawa miała się tak daleko, że rozkładałem już wędki by połowić, co nieco i telefon przekreślił wszystko gdyż w potrzebie był niesprawny ruchowo przyjaciel rodziny.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Wrześniowe popołudnie.

Czas płynął wartko i nim się obejrzałem wrzesień chylił się ku końcowi. Miałem co prawda dwa weekendowe wypady na ryby nastawione one były jednak na integrację i wypoczynek na wodą oraz spożycie. Więc jak zapewne się domyślicie ryb z tych wypraw nie było. Za to dwa bezrybne weekendy pobudziły, gdzieś głęboko zakorzeniony w głębi mojej głowy instynkt łowcy. Wyprawa na ryby chodziła za mną w sposób ciągły do tego stopnia że łowienie śniło mi się po nocach.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Ostatni weekend urlopu.

Urlop skończył się szybciej niż mogłem się tego spodziewać, świat oglądany oczami człowieka, który ma wracać do pracy stracił, co nieco na swojej wspaniałości.  Serce ściskał jakiś żal za rybami, które mógłbym jeszcze złowić i tego z braku czasu nie zrobiłem. Zostały mi ostatnie dwa dni weekendu i mimo fantastycznego czasu spędzonego z dziećmi czegoś mimo wszystko mi brakowało.  Jak się moi drodzy domyślicie brakowało mi kontaktu z przyrodą i tego spokoju, który płynie z samego faktu spoglądania na wędki na tle wody. Żona swoim kobiecym zmysłem wyczuła, co dzieje się w mojej głowie i sama wyszła z propozycją bym spędził kilka godzin po południu nad wodą. Przytuliłem drugą połowę i nie patrząc na niezrealizowane zadania w domu pojawiłem się nad wodą która jest mi najbliższa ze wszystkich wód dosłownie i parafrazując w stronę serca.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Lipcowa rodzinna zasiadka.

Czerwiec przeminął jak błyskawica podróże służbowe i udział w Zawodach Karpiowych o Puchar Dowódcy 10 BLog nie pozwoliły się nudzić. Ja jednak stęskniony chciałem pojechać spokojnie na ryby i wyłowić się do bólu. Na pomoc przyszli teściowie porywając na kilka dni wakacji dwoje ze starszych dzieci do siebie.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Pierwsza rodzinna karpiowa wyprawa 2019

Moje życie upływało wręcz błyskawicznie ogrom zadań służbowych i czynów społecznych odbywanych na rzecz moich glinianek nie pozwalał usiąść z wędka aż do 31 marca. Miałem co prawda w tym czasie jakieś drobne epizody wędkarskie lecz trudno pisać jest o godzinnej sesji na rybach w czasie której nic się nie wydarzyło na blogu.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Majowa jawa.

Czyniąc w nieznacznym stopniu plany na przyszłość spoglądałem w kalendarz i wdziałem w nim dwa duże eventy, które na ponad miesiąc wykluczały dla mnie możliwość uprawiania ukochanego hobby. Przerażony tą perspektywą postanowiłem dobić swoje akumulatory na zapas i spędzić maksymalnie dużo czasu nad wodą szukając ukojenia i kontaktu z rybami. Czytaj dalej….

Polub lub udostępnij

Kwietniowy spontan.

Kwiecień był dla mnie miesiącem niezwykle napiętym i mimo sporej liczby wypadów wysoki poziom stresu utrzymywał się nie pozwalając przejść mi do mojego standardowego stanu opanowania harmonii i wewnętrznego spokoju. Podobne doznania miał mój zacny przyjaciel Dariusz. Spotkaliśmy się na korytarzu w pracy i spoglądając sobie w oczy zamiast zwyczajowego siema oboje równocześnie rzuciliśmy hasło „stary musze na ryby”. Mus to mus ja posiadałem sprzęt w aucie więc bez wahania zgodziłem się. W domu i tak z takim stanem ducha nie mogłem pomóc gdyż moje pociechy będące naturalnym wykrywaczem mojego nastroju unikają mnie na kilometry. Czytaj dalej….

Polub lub udostępnij

Kwietniowe szaleństwo.

Kwiecień dzisiejszym dniem wchodził w trzecią swoja dekadę. Z niecierpliwością kręciłem się w łóżku nasłuchując pierwszych oznak budzącego się dnia czyli wiosennych ptasich treli. Wreszcie przez uchylone okno do moich uszu dotarła melodia, na którą czekałem śniąc snem niespokojnym o wędkarskich przygodach. Zerwałem się dziarsko z łóżka i ochota na sen błyskawicznie mi odeszła w kuchni usłyszałem syk ekspresu i w duchu błogosławiąc wynalazcy tego urządzenia wiedziałem że za moment mój organizm zostanie pobudzony dawką kofeiny. Cicho i bez szelestnie wskoczyłem w rybne dresy i niczym duch popijając gorącą i piekielnie mocną kawę teleportowałem się do samochodu. Czytaj dalej….

Polub lub udostępnij