Ostatni majowy weekend 2020.


Nadszedł weekend 23-24 maja w oczach mojej małżonki widziałem błysk i tęsknotę za wypadami na ryby całą rodziną tym bardziej, że weekend poprzedzający spędziliśmy na uroczystościach urodzinowych i nie było sposobności by spędzić go nad wodą pod kempingiem.  Dodatkowym bodźcem do wyjazdu nad wodę było to że kolejny weekend rozpoczynał sandaczową gorączkę i samolubnie chciałem poświęcić się temu nałogowi.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Kwietniowa rodzinna zasiadka.

Niedziela 26 kwietnia zapowiadała się cudownie, bardzo chciałem by po niedawnym zniesieniu obostrzeń moja rodzina zaznała jak najwięcej kontaktu ze słońcem i naturą. Podjąłem więc twardą męską decyzję że jadę na ryby wraz z rodziną. Małżonka oczywiście miała co nieco wątpliwości karmiona medialną propagandą, była nie na zżarty przerażona sytuacją z epidemią. Ja jednak mocno postawiłem na swoim wypowiadając mocne słowa  „Ja jadę na ryby z Wami lub bez Was” Wyszedłem z domu i spakowawszy sprzęt, wyruszyłem na ulubione łowisko.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Marcowy feeder na bogato.

W sobotę czternastego marca  postanowiłem chociaż odrobinę oderwać myśli od panoszącego się w Polsce korono wirusa. Zawitałem więc na puste tego dnia łowisko z myślą o połowieniu karpi na metodę i przy okazji umożliwienia wniesienia opłat kolegom wędkarzom. Uzbroiłem się więc w ciepłe napoje butlę płynu do odkażania i skoro świt o godzinie 7:00 rozkładałem sprzęt na ukochanym łowisku. Pogoda tego dnia mimo że słoneczna, przeraźliwie zimnymi podmuchami wiatru. Bardzo szybko zmusiła mnie do przywdziania pełnego zimowego kombinezonu.  Ustawiłem więc mój pojazd w sposób który najbardziej osłaniał mnie od wiatru.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Styczniowy spontaniczny feeder.

Tradycyjnie czas pędził z prędkością która moja percepcja była w stanie ledwo odnotować. Feederowe zimne ryby chodziły za mną stale i w pracy gdzieś na obrzeżach świadomości nieśmiało rodziły się play jakby tu skorzystać z możliwości które daje zima. Oczywiście życie pod nogi musi kłody rzucić i jedyny czas który mogłem spędzić na rybach miałem spędzić w pracy. Sobota 18 stycznia była więc raczej słaba.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Pierwsza wyprawa 2020

Pierwszą wyprawę w nowym roku planowałem na dzień pierwszego stycznia niestety nadmierne spożycie środków zawierających alkohol napawało mnie obawą, co do możliwości prowadzenia przez zemnie pojazdów mechanicznych zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa. Tradycyjnie przeciągnęło się do 5 stycznia, gdy ponownie zostałem zaproszony na wyprawę. Miał nam towarzyszyć kolega Tomasz, który łowiąc zawodniczo i od kilku lat reprezentując znane marki wędkarskie zawsze podzieli się wiedzą i podpowie oraz zademonstruje trochę z zawodniczego kunsztu.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Grudniowa tyczka

Czas ponownie grał mi na nosie świat, co nieco się ochłodził dni stały się niezwykle krótkie a intensywność zadań w pracy nie pozwoliła na pobyt nad wodą dodatkowo kilkudniowe przymrozki pokrzyżowały mi plany odnośnie wędkarskich eskapad. Nim się obejrzałem na świecie był 19 grudnia 2019r a ja od trzydziestu dni nie wędkowałem. Będąc ryboholikiem byłem na głodzie tak wielkim, że z rozpaczą szukałem rozmarzniętego łowiska by tylko spróbować połowić w zimowych warunkach. Jak wielokrotnie na łamach bloga wspominałem zimowe łowienie jest jednym z najlepszych jakie może wędkarzowi się przytrafić.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Październikowe ukojenie.

Jesień wkraczała coraz bardziej w swoją urokliwą fazę malując coraz więcej liści w przecudne barwy. Ja z bólem serca jeździłem w różnych ważnych sprawach z rodzicami, który chwilowo wyłączeni są z prowadzenia pojazdów. Tak właśnie przepadały moje szanse na codzienne ryby, które planowałem w czasie, gdy przyszło mi pełnić dyżury w ciągu nocy w pracy. Oczyma wyobraźni widziałem jak w malowniczej scenerii wypoczywam nad wodą i chłonę całym sobą otaczające mnie piękno. Już raz sprawa miała się tak daleko, że rozkładałem już wędki by połowić, co nieco i telefon przekreślił wszystko gdyż w potrzebie był niesprawny ruchowo przyjaciel rodziny.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Wrześniowe popołudnie.

Czas płynął wartko i nim się obejrzałem wrzesień chylił się ku końcowi. Miałem co prawda dwa weekendowe wypady na ryby nastawione one były jednak na integrację i wypoczynek na wodą oraz spożycie. Więc jak zapewne się domyślicie ryb z tych wypraw nie było. Za to dwa bezrybne weekendy pobudziły, gdzieś głęboko zakorzeniony w głębi mojej głowy instynkt łowcy. Wyprawa na ryby chodziła za mną w sposób ciągły do tego stopnia że łowienie śniło mi się po nocach.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Ostatni weekend urlopu.

Urlop skończył się szybciej niż mogłem się tego spodziewać, świat oglądany oczami człowieka, który ma wracać do pracy stracił, co nieco na swojej wspaniałości.  Serce ściskał jakiś żal za rybami, które mógłbym jeszcze złowić i tego z braku czasu nie zrobiłem. Zostały mi ostatnie dwa dni weekendu i mimo fantastycznego czasu spędzonego z dziećmi czegoś mimo wszystko mi brakowało.  Jak się moi drodzy domyślicie brakowało mi kontaktu z przyrodą i tego spokoju, który płynie z samego faktu spoglądania na wędki na tle wody. Żona swoim kobiecym zmysłem wyczuła, co dzieje się w mojej głowie i sama wyszła z propozycją bym spędził kilka godzin po południu nad wodą. Przytuliłem drugą połowę i nie patrząc na niezrealizowane zadania w domu pojawiłem się nad wodą która jest mi najbliższa ze wszystkich wód dosłownie i parafrazując w stronę serca.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij

Lipcowa rodzinna zasiadka.

Czerwiec przeminął jak błyskawica podróże służbowe i udział w Zawodach Karpiowych o Puchar Dowódcy 10 BLog nie pozwoliły się nudzić. Ja jednak stęskniony chciałem pojechać spokojnie na ryby i wyłowić się do bólu. Na pomoc przyszli teściowie porywając na kilka dni wakacji dwoje ze starszych dzieci do siebie.

Czytaj dalej….
Polub lub udostępnij