Październik i ponton.

100_9113Dwudziestego października przeznaczyłem cały dzień na wędkowanie. Spakowałem w sobotę sprzęt i w niedzielę o godzinie 6:00 wypiłem na spokojnie kawkę i wyruszyłem na łowisko zapatrzony w prowiant na cały dzień. Celem wyprawy był oczywiście karp bo zachęcony sukcesami z wywózką zestawów miałem zamiar dalej kontynuować dobrą passę, wywożąc zestawy moim pontonem radzieckiej produkcji model czajka.Jako że wywożenie w maju zestawów tym pontonem naruszyło moje zaufanie do niego postanowiłem przełamać psychologiczną barierę i popływać na trochę mniejszym akwenie.  Po dotarciu na łowisko w pierwszej kolejności podłączyłem elektryczną pompkę do zapalniczki samochodu i przystąpiłem do pompowania pontonu. W między czasie rozłożyłem moje Jaxon Cantara 3,9m 3,5lbs i ustawiłem tripod marki trend, zamocowałem sygnalizatory i przygotowałem połówki kulek do nęcenia. A ponton nie wykazywał śladów napompowania, więc nie mając innego wyjścia byłem zmuszony użyć miecha który był w zestawie z pontonem. Ku mojemu zdziwieniu okazał się urządzeniem niezwykle wydajnym i w kilka chwil  napompowałem ponton, skreślając jednocześnie elektryczną pompkę z listy  rzeczy do zabrania nad wodę. Włożywszy do pontonu miskę i do miski zestawy wywiozłem je  w upatrzone miejsca, pierwszy na wspominany w wcześniejszym wpisie spadek a drugi na łachę piachu w pobliże trzcin. Podsypałem jednocześnie zestawy pelletem rybnym i połówkami kulek, wróciłem na miejscówkę i niezwykle zadowolony z zachowania pontonu na małej wodzie postanowiłem wywieźć ponownie za trzy godziny. Włączyłem centralkę i z  racji niskiej jeszcze temperatury usiadłem w aucie i zrobiłem sobie drzemkę dwu godzinna. Jak wstałem poczułem ogromna chęć na kawę którą na świeżo zaparzyłem przy pomocy mojej butli turystycznej i nieco już wysłużonego czajnika. Skonsumowawszy kawę zwinąłem zestawy i założywszy świeżą przynętę przystąpiłem do drugiej wywózki. W czasie drugiej wywózki zauważyłem całkiem sporą ilość sztucznych przynęt pozawieszanych na trzcinach i nisko zwisających gałęziach. Zaopiekowałem się tymi przynętami i płynąć przy pasie trzcin pozbierałem kilka blaszek i gumek, do moich zbiorów dołączyłem jeszcze kilka spławików które wiatr zniósł w trudno dostępne zatoczki. Nie zauważyłem jednak kiedy minęła godzina pływania i ścierpły mi okrutnie nogi, odbiło się to na mnie w czasie wysiadania z pontonu bo nogi nie były w stanie utrzymać mojego ciężaru i wyciąłem biedroneczkę na plecy, na szczęście na suchy i wysoki brzeg. Jak w moich kończynach wróciło krążenie to pozbierałem się i udałem się do auta celem dalszego relaksu. W okolicach godziny 13 skonsumowałem kiełbaskę z ogniska i dalej nie miałem żadnego brania. Sytuacja bez zmian utrzymała się do wieczora i pomimo moich wysiłków nie odnotowałem brania. Zwinąłem sprzęt i udałem się do domu.

Polub lub udostępnij
Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *