Sezon 2014 na wędkowanie rodzinne wystartował.

100_0350-KopiowanieW niedziele drugiego marca w czasie odprawiania rytuału porannej niedzielnej jajecznicy, na którą czekały z niecierpliwością moje panie, myślałem sobie jak by się tu zerwać nad wodę, gdy moja małżonka podała mi propozycje taką że musiałem poprosić o powtórzenie dwukrotnie. Zapytała się „A może po obiedzie pojechalibyśmy  rodziną na ryby?”, moje zdziwienie było przeogromne ale na wszelki wypadek wolałem nie dać szansy na wycofanie się z propozycji i z entuzjazmem potwierdziłem plany.Nad wodę wybraliśmy się o godzinie 13:00 po drodze na łowisko postanowiłem odwiedzić miejscową cukiernie celem zakupienia odrobiny słodkości aby podkreślić uroczysty charakter tego dnia. Najwięcej radości z samych przygotowań miał moja już prawie trzyletnia Magda, która nie chciała wypuścić z ręki bata z zestawem więc metoda połowu wytypowała się sama. Stanęło na Bacie  i spławikówce opartej na feederze Mikado Trython 3,30m a bat to ekonomiczny zakup z Decathlona marki Carpelan i długości 5m.

Po dotarciu nad wodę wybrałem miejscówkę która pozwalała w sposób jak najbardziej bezpieczny rozstawić dwa fotele kapitańskie i mój stołek krzyżakowy. Postanowiłem do minimum zminimalizować ryzyko nieprzyjemniej kąpieli w chłodnej jeszcze wodzie i ewentualnych konsekwencji zdrowotnych z taką kąpielą związanych.
Pogoda oczywiście niezwykle dopisywała termometr w samochodzie wskazał 15 kresek i to w cieniu. Błyskawicznie rozłożyłem stanowisko usadziłem moje panie zarzuciłem bata i zastosowałem  podpórkę aby odciążyć moja pociechę.  Żona otrzymała spławikówkę i zarzuciwszy zestawy wrzuciłem do wody resztki wczorajszej zanęty płociowej. Na przynętę użyłem białych robaków w nadziej na jakąś płoć czy okonia. Przyznam że ryby nadal nie dopisywały jednak na poprawę humoru rozdałem panią po ciastku z kremem co skutecznie podniosło morale rodziny do takiego stopnia że córka znudzona bezowocnym moczeniem kija zaproponowała zabawę najpierw w chowanego a następnie w berka.
W okolicy 15:30 zwinęliśmy stanowisko i już przy samochodzie córka stwierdziła że ona jeszcze ryby nie złapała i bierze swoją wędkę i wraca nad wodę, po czym odwróciła się i z batem na ramieniu powędrowała nad wodę. Wywołując śmiech wędkarzy którzy właśnie zawitali nad wodą. Nie mając wyboru podążyliśmy za nią i powędkowaliśmy około czterdziestu minut zaliczając kontrolę w między czasie. W końcu córka stwierdziła ze wracamy do domu i idziemy na plac zabaw. Podsumowując tak wspaniale spędzoną niedzielę to pomimo braku ryb czas był spędzony wspaniale i myślę że przed nami jeszcze wiele wspaniałych chwil rodzinnie spędzonych nad wodą.

Polub lub udostępnij
Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *