Wrześniowa tyczka.

Wrzesień zbliżał się już do swojej połowy a ja miałem klasycznie niedosyt łowienia. Zakomunikowałem mojej połowie, że muszę zniknąć na kilka godzin by wyszaleć się z tyczką. Moja małżonka jest świetnym negocjatorem, więc musiałem przesunąć na okolice popołudniowe moja wyprawę nad wodę. W między czasie zająłem się rozpieszczaniem mojej rodziny na tle kulinarnym, wyręczyłem również moją połowę w opiece nad dziećmi angażując cały skład w przygotowanie posiłku. Powstały, trzy rodzaje surówek serwowanych, jako dodatek do obiadu. Nadszedł jednak czas wyprawy by maksymalnie zaoszczędzić czas nad wodą przygotowałem zanętę w komfortowych warunkach domowych a po chwili namysłu namoczyłem jeszcze nieco pelletów z myślą o metodzie.

Czytaj dalej….

Po Turawie łódką rejs.

Sierpień zmierzał do końca swych ciepłych dni nadeszła niedziela 23 i przy śniadaniu zostałem zaskoczony przez swoja rodzinę pytaniem „Tato a pojedziemy popływać łódką”. Odpowiedź może być tylko jedna zwłaszcza, że aura dopisuje a lody są smaczne w Turawie gdzie cumuję jedną ze swoich łodzi.  Małżonka zaakceptowała plan a my, co prawda w niepełnym składzie gdyż średni syn wizytował dziadków wyruszyliśmy na podbój jeziora Turawskiego. Pogoda była zacna aura dopisywała wiec już po drodze zaliczyliśmy lodziarnię by, co nieco schłodzić się w ten zacny upalny dzień. Po przybyciu na Rybaczówkę w Turawie przygotowałem łódkę do pływania i zmuszony byłem zamontować ponownie silnik, który z racji wypracowanych motogodzin wymagał czynności serwisowych.

Czytaj dalej….

VIII Potyczka Opolskich Teamów Karpiowych.

Dnia 14 sierpnia wystartowała kilku dniowa impreza pod hasłem VIII Potyczki Opolskich Teamów Karpiowych. Impreza znana szeroko w środowisku karpiowym, będąca okazją do szerokiej integracji wędkarskiej, poznania nowych ludzi i wymiany wędkarskich doświadczeń. Impreza stała się na tyle rozpoznawalna, że w śród członków mojego teamu karpiowego Carp Squad Dąbrowa wytypowanie delegatów to proces wieloetapowy i podlegający szczególnym dyskusjom.  

Czytaj dalej….

Strażackie Ćwiczenia.

Stare powiedzenie, że współpraca buduje sprawdza się w stu procentach. Zwłaszcza jak pierwsze gesty wychodzą z drugiej strony. Tak, więc nasza długoletnia współpraca z Druhnami i Druhnami Strażakami OSP i PSP owocuje licznymi inicjatywami. Ostatnimi laty to my, jako koło zwracaliśmy się z prośbami o pomoc a to przy remoncie, a to przy usuwaniu skutków nawałnic, a to o pomoc w natlenieniu wody. I w końcu nadszedł dzień, że mogliśmy się, chociaż w minimalnym stopniu odwdzięczyć, udostępniając sprzęt pływający i teren łowiska do organizacji ćwiczeń strażaków.

Czytaj dalej….

Pożegnanie z Malarami.

Zawsze, gdy w moim okręgu ubywa jakiś wód żal i smutek ściska moje serce, a gdy ubywa wody złów i wypuść serce krwawi okropnie. Los taki z racji za niskiej oferty złożonej w przetargu spotkał zacny zbiornik, którym była żwirownia w Malerzowice. Fantastyczna woda, którą odkryłem ku mojemu smutkowi u jej schyłku, tuż przed zmianą jej statusu i odłowach sieciowych przeprowadzonych na niej przez okręg. Spędziłem tam fantastyczne cztery doby wraz z rodziną, co pogłębiło jeszcze bardziej smutek i żal z powodu utraty takiej perły, jaką były Malerzowice. Wyjechaliśmy by zając dogodne miejsce w czwartek dwudziestego trzeciego lipca. Najpierw ja sam by przygotować i przede wszystkim posprzątać upatrzoną miejscówkę na zbiorniku.  Którym przestało się interesować z resztą z wiadomych powodów koło tuż po przegranym przetargu.

Czytaj dalej….

Śródleśna tyczka.

Urlop mijał błyskawicznie tym bardziej że przyjaciel poprosił o pomoc na budowie więc na pracy fizycznej spędziłem kolejny tydzień urlopu. Miałem potrzebę jednak na wyłowienie się do tak zwanego bólu. W ciszy i spokoju z dala od wszystkich potrzebowałem naładować baterie.  W głowie zrobiłem szybki przegląd metod i wędkarskich planów na rok 2020 i postanowiłem udać się z tyczką na niezwykle klimatyczne usytuowany w śród lasów zbiornik zaprzyjaźnionego koła Elektrownia Śródlesie 2. Ostatni wypad na tyczkę nauczył pokory do tego zbiornika mimo niezwykle bogatego rybostanu było niezwykle marnie, co na możliwości, jakie daje zestaw skrócony nie było powalającym wynikiem.

Czytaj dalej….

Lipcowe wypady.

Początek lipca był jednocześnie końcem naszych Bieszczadzkich eskapad. Jednak ponad połowa urlopu przede mną stawiała kilka ciekawych perspektyw, jeżeli chodzi o realizację wakacyjnych planów. Z racji różnych czynników nie mieliśmy możliwości skorzystania z kempingu i dłuższego wypoczynku nad wodą stawialiśmy jednak na krótkie rodzinne lub też ze znajomymi wypady nad wodę. Oczywiście inicjatorkami były moje dziewczyny gdyż ja w chwilach wolnych starałem się łowić z różnymi skutkami sandacze na jeziorze Turawskim.

Czytaj dalej….

Bieszczadzki sen.

„ I wtedy w nas się zapala wieczny bieszczadzki ogień” tym krótkim cytatem z utworu SDM Bieszczadzkie Anioły, wypada rozpocząć ten wpis. W końcu w okolicach dwudziestego czerwca udało się rodzinnie na dwa tygodnie wybyć w Bieszczady i zrealizować marzenie, które towarzyszyło mi i małżonce od czasów młodości. Jednak studia, praca, założenie rodziny i młody wiek dzieci nie pozwalało na taką eskapadę. Do pokonania mieliśmy ponad 500 kilometrów wcześniej jednak trzeba było przeżyć proces pakowania się i gdy tylko zamknęły się za nami drzwi domu poczuliśmy prawdziwy Bieszczadzki zew. 

Czytaj dalej….

Czerwcowe Karpie.

Po otrząśnięciu się z sandaczowego snu zmęczony powrotami na cztery godziny snu przez pięć dni. Postanowiłem powrócić do stacjonarnego łowienia dodatkowo jeszcze obligowany żądaniami rodziny, która domagała się wyjazdu na kemping. Na cel wyjazdu tradycyjnie wybraliśmy łowisko mojego koła z wielu przyczyn bardzo dogodne dla familii, która uczy się życia nomada pod kempingiem. Raz z racji bliskości miejsca zamieszkania, dwa wysokiego bezpieczeństwa, które oferuje monitorowane łowisko, trzy bogatych w rybostan wód, dzięki którym moje panie mogą szlifować wędkarskie umiejętności. 

Czytaj dalej….

Sandaczowa gorączka.

Długo oczekiwany start sezonu sandaczowego 2020 zbliżał się wielkimi krokami a ja ogarnięty gorączką połowu tego drapieżnika o niczym innym nie mogłem myśleć. W mojej głowie stale przewijały się miejscówki i taktyki które miały prowadzić do kontaktu z rybami. Pikanterii całej sprawie dodawał fakt że sezon 2020 startowałem z własną łodzią z silnikiem spalinowym co dawało mi pełną niezależność i swobodę w poruszaniu się po zbiorniku Turawa.

Czytaj dalej….