Wrześniowa tyczka.

Wrzesień zbliżał się już do swojej połowy a ja miałem klasycznie niedosyt łowienia. Zakomunikowałem mojej połowie, że muszę zniknąć na kilka godzin by wyszaleć się z tyczką. Moja małżonka jest świetnym negocjatorem, więc musiałem przesunąć na okolice popołudniowe moja wyprawę nad wodę. W między czasie zająłem się rozpieszczaniem mojej rodziny na tle kulinarnym, wyręczyłem również moją połowę w opiece nad dziećmi angażując cały skład w przygotowanie posiłku. Powstały, trzy rodzaje surówek serwowanych, jako dodatek do obiadu. Nadszedł jednak czas wyprawy by maksymalnie zaoszczędzić czas nad wodą przygotowałem zanętę w komfortowych warunkach domowych a po chwili namysłu namoczyłem jeszcze nieco pelletów z myślą o metodzie.

Czytaj dalej….